Galeria Sztuki GJB

Galeria GJB powstała w końcu 2011 roku dzięki współpracy GJB z warszawską ASP. Ekspozycje zmieniają się co dwa-trzy miesiące. Zwykle są to wystawy autorskie. W Galerii GJB swój dorobek prezentowali już między innymi: Przemysław Klimek, Tomasz Sadlej, Maciej Czyżewski, Sylwester Piędziejewski, Wiesław Bieńkuński, Beata Kołakowska, Tomasz Milanowski, Ula Łojko-Smogorzewska, Elwira Sztetner, Edyta Bystroń, Michał Borys, Błażej Ostoja-Lniski, Łukasz Majcherowicz, Lech Okołów, Agnieszka Cieślińska-Kawecka, Karolina Lizurej, Jacek Bojakowski, Agnieszka Strojna, Magdalena Świercz-Wojteczek.

WERNISAŻ W GALERII GJB

WERNISAŻ W GALERII GJB

Portrety aut. Malarstwo Sławomira Stolarskiego w Galerii GJB

Dwa przenikające się ciągi opowieści budują treść obrazów Sławomira Stolarskiego, którego gościliśmy w Galerii GJB na wernisażu jego wystawy pod tytułem „Konstrukcja-dekonstrukcja”.

Pierwsza nitka narracji ma autobiograficzny charakter, druga – to wyprawa do szczęśliwie minionej epoki socjalizmu. Przewodnikami po obu tych światach, osobistym i zewnętrznym, są samochody. Osobowe, autobusy, dostawcze, różnych marek i uchwycone w różnych sytuacjach. Z atrybutami albo wyłącznie na jednolitym tle. Łączy je przeszłość. Już nie produkuje się takich, jak malowane przez Sławomira Stolarskiego, Ziłów, Uazów, ani polskich Syrenek czy Warszaw. Konglomerat starych okazów wzbogacają Jelcze, słynne autobusy tzw. „ogórki” i zaproszony do tego socrealistycznego towarzystwa – chyba dla kontrastu i posnucia refleksji – amerykański Mustang.

Samochody w malarstwie Sławomira Stolarskiego dalekie są jednak od dosłowności, bo przecież zawierają w sobie doświadczenia artysty malarza. Czasem mają kolory, na które zdecydowałby się tylko najbardziej awangardowy kierowca, a bywa, że jedynie kolorowy fragment auta wyłania się z ciemnego tła, ale najbardziej zwracają uwagę umowne przetarcia na przedstawieniach samochodów. Cieńsze i grubsze rysy czy ukośne zadrapania. A także nieregularne kształty, w które autor „wtapia” swoje auta. W ten sposób maluje swój pamiętnik przeżyć z miejsc, które odwiedzał, sam albo z rodziną, często z ojcem, który był zawodowym kierowcą i zabierał syna na przejażdżki. Rysy bezpiecznie oddalają go od reporterskiej prawdy. Daje znać, że wspomnienie już się w nim zaciera. Nieregularne kształty to na przykład zarys granic odwiedzonych przez twórcę regionów geograficznych czy państw.

Zainteresowanie autami wyniósł Sławomir Stolarski z domu rodzinnego. Jak wspomina, lubił gromadzić stare samochody, remontować je i podróżować nimi. Podziwiał ich proste konstrukcje, które zapewniły im w zbiorowej świadomości opinię niezniszczalnych. Upływający czas i nowoczesny przemysł samochodowy odebrały im to miano. Zdezelowane odeszły do lamusa pobudzając wyobraźnię kolekcjonerów i artystów.

KP

 

FINISAŻ W GALERII GJB

FINISAŻ W GALERII GJB

Małe, identyczne kwadraty, tylko białe i żółte, w czarnej przestrzeni ograniczonej określoną powierzchnią obrazów. Na każdym w innej odsłonie. W pierwszym momencie widz może uznać, że są chaotycznie rozrzucone. Po chwili dostrzega w nich ład, a zatem kompozycję i wyczuwa, że tworzą jakąś zagadkową opowieść, czyli przekaz artystycznej wizji.

Mogliśmy ją poznać podczas spotkania z autorem dzieł, Przemysławem Suligą, podczas finisażu jego wystawy zatytułowanej „Kadrowanie rzeczywistości w artificial life” w Galerii GJB. Przybyliśmy tłumie i mieliśmy do twórcy wiele pytań, bo przedstawił nam sposób, w jaki doszedł do swojego stylu malarstwa, co wydało się nam bardzo interesujące. Chcieliśmy wiedzieć jak najwięcej o inspiracjach i warsztacie naszego gościa.

Punktem wyjścia dla Przemysława Suligi jest świat natury, konkretnie gromady zwierząt, nie tylko stada ssaków, ale też  ławice ryb, formacje ptaków czy roje owadów. Między osobnikami dochodzi do niezliczonej ilości interakcji. Sytuacja komplikuje się, gdy spotykają się stada różnych gatunków. Między nimi musi dojść do rywalizacji, a jeszcze częściej do relacji silniejsi kontra słabsi, zdobywcy i ich ofiary, na przykład lisy atakujące króliki. Przemysław Suliga świat natury przetwarza w świecie technologii. W ten sposób drapieżniki stają się żółtymi kwadratami, ich ofiary – białymi. Ciąg dynamicznych sekwencji między nimi malarz przecina stop klatkami, których układ wyda mu się wizualnie ciekawy i przenosi je na płaszczyznę obrazów. W Galerii GJB przedstawił cykl malowany akrylami na deskach.

Oto jak sam mówi o podstawach swej działalności: „Moja sztuka oparta jest na koncepcji artificial life, czyli kierunku skupionego na poznaniu istoty życia. Prace powstają za pomocą generatorów funkcji życia, czyli systemów informatyczno-biotechnologicznych. Systemy te odtwarzają realistyczne zbiorowe zachowania różnych organizmów. Koncepcja artificial life wyznacza mi obszar do badań nad strukturą dzieła sztuki opartej na stadnym życiu zwierząt. Moja twórczość wiąże się z posthumanistyką i szerokim pojęciem sztucznej inteligencji. Prace mają wymiar sztuki konkretu z mocnym charakterystycznym akcentem dla nurtu geometrii dyskursywnej”.

Przemysław Suliga od najmłodszych lat związany jest z Kielcami, gdzie kształcił się artystycznie. Jest absolwentem Instytutu Sztuk Pięknych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego z 2007 roku. Stopień doktorski uzyskał na tej uczelni w 2015 roku. Organizował wiele wydarzeń artystyczno-kulturalnych. Swoje prace pokazywał w kraju i zagranicą na wystawach indywidualnych i zbiorowych.

KP

 

WERNISAŻ W GALERII DIDASKO

WERNISAŻ W GALERII DIDASKO

„Tkaniny” w Galerii GJB

Tym razem bohater wystawy w Galerii GJB jest zbiorowy. W naszej przestrzeni swoje dzieła prezentują studenci Pracowni Tkaniny Artystycznej na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Możemy poznać różne techniki wykonywania tkanin artystycznych, na przykład: batik, malarstwo na jedwabiu, prace z filcu, gobeliny, a także sposoby ich wykorzystania.

Tkaniny artystyczne można wieszać na ścianach, jak obrazy, ale też w przypadku batiku idealnym dla niego miejscem są okna. Światło uwidacznia piękno tej techniki. Farbują się w niej jedynie fragmenty tkaniny, które nie są pokryte warstwą wosku, a podświetlenie wyraźnie je wydobywa. Z tkanin artystycznych można również szyć oryginalne stroje, dla odważnych – nawet do założenia na siebie, ale też do pokazania we wnętrzu na manekinie, co w całości tworzy obiekt rzeźbiarski. W Galerii GJB oglądamy dwa takie przykłady: stylizowany szlachecki żupan przepasany pasem i współczesny strój damski złożony z wielu tkanin o różnych fakturach, kolorach i wzorach.

Gościem wernisażu i ekspertem w dziedzinie tkaniny artystycznej była Anna Hlebowicz, asystentka w Pracowni Tkaniny Artystycznej na warszawskiej ASP, którą poznaliśmy niemal dwa lata temu, kiedy miała wystawę indywidualną swoich tkanin w naszej galerii. Anna Hlebowicz odpowiadała na pytań dotyczących technologii tkaniny artystycznej, np. sposobów farbowania, inspiracji czy metod pracy. Byliśmy ciekawi jak długo wykonuje się tkaninę. Okazuje się, że każdy jej rodzaj wymaga innego czasu, od krótkiego, dosłownie jednego dnia, jak malarstwo na jedwabiu, do roku, a nawet dłużej, gdy wykonuje się gobelin.

Pytaliśmy też o tematy prezentowanych tkanin. Usłyszeliśmy, że często jest to przyroda, ale mocno przetworzona przez twórcę, równie często są to emocje, które artysta wyraża poprzez abstrakcję. Wynika z tego, że tematycznie wszystkie dziedziny sztuk pięknych są sobie bardzo bliskie.

KP

FINISAŻ W GALERII GJB

FINISAŻ W GALERII GJB

Finisaż w Galerii GJB. „Pogłosy światła”

Michał Woźniak, artysta z Poznania, przybył do Warszawy w słoneczny piątek, 21 września, specjalnie na finisaż swojej wystawy w Galerii GJB. Wcześniej postawił przed sobą znacznie bardziej wymagający cel. Postanowił stworzyć całkiem nowe dzieła z myślą o prezentacji właśnie w naszej galerii.

Otrzymaliśmy spójny cykl prac, nazwany „Pogłosy światła”, który stanowi opowieść artysty o jego relacji z naturą. Wydaje się, że jest to związek oparty na kontemplacji. W przyrodzie artysta znajduje odzwierciedlenie wszystkich stanów wewnętrznych i nastrojów, a także – być może – odbicia wspomnień. Taką interpretację podpowiadają tytuły, np.: „Ulga”, „Apatia”, „Wzruszenie”, „Zmieszanie”, „Pamięć I” i „Pamięć II”. Natura, a w niej przede wszystkim lasy i drzewa, ostatecznie przynosi spokój, pogodzenie, wyciszenie, aż po radość codzienności.

Wszystkie zaprezentowane prace powstały techniką własną, na płótnach (ujednolicony wymiar 100×80) i kartonach (także ujednolicony wymiar, w tym przypadku: 100×70). „Biel i czerń, szarości – skromne nad wyraz środki służą artyście do uchwycenia wrażeń i silnych emocji w kontakcie z leśnym domem. Pochwycić istotę natury, utrwalić bliski związek i oddać szacunek, niczego w niej nie zmieniając. W czasach nadmiernego wyboru tak jasno sformułowany komunikat to zbawienie” – czytamy w katalogu prac Michała Woźniaka.

A dlaczego „Pogłosy światła”? Las gra przecież nieustająco swoje melodie, a słońce przenika do jego wnętrza i rysuje w nim niezwykłe wzory. Przywołajmy znów zdanie z katalogu: „Stopniowo zanurzamy się w dźwiękach leśnych tonacji, rzeźbionych przebłyskami światła”.

Michał Woźniak chętnie dzielił się z nami informacjami o swoim warsztacie twórczym, a także o źródłach inspiracji. Przyznał, że głównym natchnieniem są drzewa, w lasach, ale i w parkach. W zwartych szykach i rosnące pojedynczo, na skraju i w głębi, zdrowe i mocno ukorzenione, delikatne z powodu starości albo jeszcze zbyt młode, by mieć pewność, że przetrwają wichury.

***

Michał Woźniak, rocznik 1976, jest absolwentem Scholi Posnaniensis z komunikacji wizualnej i grafiki użytkowej. Współpracuje w zakresie dydaktyki z Wydziałem Artystycznym WSUS (Wyższa Szkoła Umiejętności Społecznych) w Poznaniu w pracowniach Psychofizjologii Widzenia i Reżyserii Barwy i Przestrzeni. Jest dyrektorem artystycznym w studiu Ornatus w Poznaniu. W katalogu krótkie podsumowanie CV Michała Woźniaka brzmi: „W sztuce posługuje się różnorodnymi technikami plastycznymi, od tradycyjnych do współczesnych, łącząc je swobodnie, by wyrazić to, co najważniejsze dla siebie i często dla innych”.

KP

WERNISAŻ W GALERII GJB

WERNISAŻ W GALERII GJB

Wystawa grafik Agnieszki Kwiatkowskiej-Zwolan

Źródłem „Archetypów”, będących tytułem ostatniej w tym roku szkolnym wystawy w Galerii GJB, jest dla Agnieszki Kwiatkowskiej-Zwolan – autorki prezentowanych prac graficznych –cywilizacja śródziemnomorska w czasach starożytnego rozkwitu. Owe pierwowzory odnajdujemy w takich artystycznych motywach, jak litery alfabetu greckiego, zwłaszcza pierwsza i ostatnia, czyli alfa i omega, czy figury: koło, kwadrat, trójkąt.

Wszystkie elementy są starannie dobrane. Ich układy – głęboko przemyślane. Powstaje wrażenie ładu, tak cenionego przez dawnych Greków. Nic nie jest przypadkowe. Przeciwnie. Świat wypełnia harmonia. Jeśli są w nim podziały, to tylko idealnie symetryczne.

Grafiki Agnieszki Kwiatkowskiej-Zwolan powstają w różnych technikach, często nakładanych na siebie w jednej pracy. Artystka nasyca je czystymi kolorami: czerwienią, żółcieniami, błękitem. Opowiedziała nam o swoich inspiracjach i pracy podczas wernisażu w Galerii GJB w czerwcowy poranek. Poza grafiką warsztatową, zajmuje się projektowaniem graficznym, malarstwem, a także scenografią.

Agnieszka Kwiatkowska-Zwolan związana jest jako wykładowca z Instytutem Edukacji Artystycznej w Warszawie (w ramach Akademii Pedagogiki Specjalnej – APS), konkretnie z Zakładem Arteterapii. Prowadzi ponadto warsztaty plastyczne dla dzieci, osób niepełnosprawnych oraz przechodzących rehabilitację. Obroniła doktorat w 2004 roku. Jest absolwentką Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który ukończyła w 1998 roku.

Zdobyła wiele nagród i wyróżnień, m.in. w kilku edycjach konkursu „Grafika warszawska” oraz rektora APS (indywidualne i zespołowe). Brała udział w licznych wystawach, m.in. w galeriach warszawskich, a także w Zakopanem, Poznaniu, Katowicach, Bielsku-Białej i poza krajem, w Czechach i Francji.

KP

FINISAŻ W GALERII GJB

FINISAŻ W GALERII GJB

Wystawa „nowa świecka tradycja”

W Galerii GJB po raz pierwszy jednocześnie zaprezentowali się dwaj twórcy. Artyści malarze Konrad Chojnowski-Smagorowicz i Piotr Wachowski przyznali, że znają się od dawna, od czasów studiów na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, które ukończyli kilkanaście lat temu i już wtedy zaplanowali sobie wspólną wystawę. Ich marzenie spełniło się dopiero teraz i to właśnie w naszej galerii. Dlatego nadali ekspozycji tytuł „nowa świecka tradycja”, czym wyrazili nadzieję, że od teraz będą mogli często razem pokazywać swoje obrazy w jednym miejscu i w jednym czasie.

Łączy ich nie tylko ten cel, ale również główny temat twórczości. Jest nim człowiek i jego relacje z samym sobą, z innym człowiekiem, a także z naturą oraz z cywilizacją, tworzoną od wieków, pełną przeróżnych teorii, norm postępowania, znaków kultury i popkultury oraz wynalazków. Człowiek próbuje się odnaleźć w tym skomplikowaniu. Doświadcza zderzeń natury z kulturą, prostoty z osiągnięciami techniki. Zmaga się z własnymi ograniczeniami i tymi, na które trafia w swej codzienności.

Malarstwo Konrada Chojnowskiego-Smagorowicza i Piotra Wachowskiego ma charakter rodzajowy oraz symboliczny. Pływacy – paraolimpijczycy na obrazie Chojnowskiego-Smagorowicza pokonali niepełnosprawność, pokazali siłę ducha i wolę szlachetnej walki. Obok zawisły obrazy tego autora zachęcające do innych refleksji: oto dzika małpa chwyta za głowę Wenus z Milo, arcydzieło sztuki starożytnej, a chińską Armię Terakotową, uznaną za ósmy cud świata, przykrywa swymi ramionami gigantyczna, obślizgła ośmiornica. Czy zatem cywilizacja przetrwa? Czy natura i kultura będą harmonijnie współistnieć?

Piotr Wachowski zestawia idylliczny pejzaż oraz człowieka szukającego bliskości z naturą z techniką, którą wyraża mały samolot. Wznosi się, leci, ale ostatecznie rozbija na leśnej ścieżce wobec spacerującej tam kobiety, być może uosobienia biblijnej Ewy?

Twórczość Chojnowskiego-Smagorowicza i Wachowskiego przemawia też formą, w tym śmiałymi zestawieniami kolorów czy nieoczywistymi kompozycjami.

Ich malarstwo pobudza, stawia pytania, może też drażnić widza. Na przykład w  dorobku Wachowskiego, adiunkta na macierzystej uczelni, są obrazy, nieprezentowane w Galerii GJB, w których miesza postaci ze świata dziecięcych bajek (m.in.: Reksio, Krecik, Smerfy, Kajko i Kokosz) z pełnymi ekspresji zapożyczeniami z malarstwa innych artystów, w tym z tematem rozstrzeliwań Andrzeja Wróblewskiego (1927 – 1957). Na innych jego obrazach przenikają się obszary sacrum i profanum, wielkiej historii i codziennej współczesności.

Na finisaż do Galerii GJB zdołał przybyć jedynie Konrad Chojnowski-Smagorowicz. Chętnie dzielił się z nami swoimi artystycznymi doświadczeniami, w  tym w zakresie fotografii reklamowej i odpowiadał na pytania. Jego zaangażowanie nagrodziliśmy gromkimi brawami, czym ucieszyliśmy naszego gościa. Być może niebawem uda się nam bezpośrednio poznać drugiego malarza z duetu „nowej świeckiej tradycji”.

KP

WERNISAŻ W GALERII GJB

WERNISAŻ W GALERII GJB

„Wyprawa w głąb Ziemi” – tytuł prezentowanej w Galerii GJB wystawy tkanin, nadany przez ich autorkę Annę Krzemińską, prowadzi do odczytania przekazu jej dzieł. Oglądamy interpretację żywiołów ziemskich, ich siłę i piękno. Można nawet powiedzieć, że patrzymy na wyzwoloną energię, na narodziny Ziemi. Artystka sięga po temat podstawowy, pierwotny i wieczny – stawia pytanie o to, jak i z czego powstał świat, świat natury, siedlisko człowieka.

Opowiada o istocie bytu na Ziemi poprzez technikę batiku, czyli barwienia tkanin (np. bawełny) przy pomocy gorącego wosku. Przyznaje, że technika ta jest „dość skomplikowana”. Jak mówi, dąży do jak najbardziej syntetycznego przekazu wizualnego. Nie odwzorowuje rzeczywistości, ale jej elementy sprowadza do znaków, które „zanurza” w pięknych barwach, kojarzonych z ziemią. Batik pozwala kolorom delikatnie „rozlać się”, a jednocześnie osadza je na zawsze, jak w akcie stworzenia.

Pani Anna Krzemińska opowiedziała nam o swoim dochodzeniu do źródeł. Uczy się batiku u mistrzów tego gatunku sztuki. Jeździ do Azji na warsztaty, zwłaszcza do Indonezji, Indii i Tajlandii. Tamtejsi artyści potrafią przez całe życie dążyć do perfekcyjnego pokazania jednego wzoru. To dla nich droga duchowego oczyszczenia, a dla obserwatora – wzór kontemplacji. Mogliśmy dosłownie dotknąć fragmentów opisywanej przestrzeni. Artystka pokazała nam tkaniny przywiezione z Azji, drewniane i miedziane stemple oraz inne narzędzia do wykonywania wzorów w technice batiku.

„Batik to dla mnie nie tylko tkanina dekoracyjna, ale również malarstwo bezgruntowe, którym głównie się zajmuję” – mówi Anna Krzemińska. Jest absolwentką warszawskiej ASP, Wydziału Architektury Wnętrz, gdzie uzyskała ocenę celującą w 2013 roku w pracowniach: Pracowni Malarstwa prof. Pawła Michalaka, Pracowni Projektowania Wystaw prof. Anny Sławkowskiej-Rode oraz Pracowni Tkaniny Artystycznej (na Wydziale Malarstwa) prof. Doroty Grynczel. Rok temu Anna Krzemińska otworzyła przewód doktorski na tym właśnie wydziale.

Pracuje jako koordynator współpracy zewnętrznej i asystentka w Pracowni Komunikacji Wizualnej na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Warszawie, a także koordynuje wystawy w Centrum Informacji im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Warszawie i od kilku lat prowadzi autorską pracownię plastyczną dla dzieci i młodzieży.

Wielokrotnie pokazywała swoje prace na wystawach w krajach Azji (poza wymienionymi, także w Chinach i Malezji), a także w Polsce. Pochodzi z Płocka.

KP

WYSTAWA W GALERII GJB

WYSTAWA W GALERII GJB

Galeria GJB. Obrazy Andrzeja Rysińskiego.

Galeria GJB gościła na przełomie 2017/2018 dzieła artysty malarza Andrzeja Rysińskiego. Twórca, już od dłuższego czasu, zastąpił w swoich działaniach tradycyjne techniki malarskie, komputerem, skanerem i drukarką. Szkicuje jednak nadal ręcznie, a następnie obraz przekłada na język cyfrowy. Należy podkreślić, ze wykonuje zawsze tylko jeden wydruk (na papierze albo na płótnie), co każdej jego pracy zapewnia unikalność.

Twórczość Andrzeja Rysińskiego jest rozpoznawalna. Artysta zawdzięcza to wybitnemu wyczuciu kolorystyki i kompozycji. Zestawia barwy w taki sposób, że widz nie ma wątpliwości w trafność dokonanego wyboru. W kompozycjach bywa, że wyraźnie podkreśla relacje między prawą a lewą stroną oraz między centrum a marginesem. Często używa tych samych znaków. Są to kropki i kreski, paski i zygzaki, kratki i plamy. Powtarzane tworzą wzory przywołujące skojarzenia ze sztuką ludową, zwłaszcza z wycinanką. Podobnie jak właśnie jej autorzy, Andrzej Rysiński czerpie motywy z przyrody. Inspiracją jest też dla niego człowiek, którego przedstawia w uproszczeniu bliskim widzeniu dziecka. Nie odwzorowuje świata realnego, ale jest jego bacznym obserwatorem.

Wielbiciele prac Andrzeja Rysińskiego, recenzenci i koledzy po fachu widzą w jego obrazach kontynuację twórczego myślenia takich osobowości, jak Henry Matisse, Pierre Bonard czy Józef Pankiewicz, Jan Cybis oraz Tadeusz Dominik, u którego obronił dyplom z malarstwa na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 1989 roku.

Trafił tam już po studiach w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, w 1984 roku. Miał wówczas 26 lat. Malarstwa sztalugowego uczył się na ASP w Warszawie także u profesor Wandy Paklikowskiej-Winnickiej oraz ściennego w pracowni prowadzonej przez profesorów Ryszarda Wojciechowskiego oraz Edwarda Tarkowskiego.

Związał się ze swoją uczelnią. Pracuje jako wykładowca od 1990 roku. Jest profesorem ASP.

Brał udział w bardzo wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, często w Warszawie, która jest jego miastem rodzinnym (m.in. w Galerii Aspekty, Galerii Test, Galerii Promocyjnej, Galerii Studio, w Królikarni, Starej Kordegardzie i innych), a także m.in. w Toruniu, Wrocławiu, Szczecinie oraz poza krajem (np. Mińsk, Sankt Petersburg, Wilno, Witebsk, Praga, Heidelberg, Marsylia).

Esej do książki Ostre cięcie (wyd. 2013) – monografii twórczości Andrzeja Rysińskiego napisał historyk sztuki Jakub Dąbrowski. Zakończył go słowami: „Należy (…) podkreślić, że bez względu na sposób w jaki Rysiński tworzy swoje prace, za każdym razem wydaje się wychodzić naprzeciw słowom Matisse’a, zapraszając widza do wypoczynku w »wygodnym fotelu« wysmakowanej formy, »równowagi, spokoju i jasności«”.

KP

WERNISAŻ W GALERII GJB

Krzysztof Borkowski. Obrazy – „state”

Spotkanie z artystą Krzysztofem Borkowskim z okazji wernisażu jego wystawy „state” w Galerii GJB przerodziło się w ożywioną dyskusję uczniów z naszym gościem  na temat formy organizacji społecznej, jaką jest państwo, czyli tytułowe „state”. Rozmawialiśmy o jego roli i wpływie na obywateli, nie odnosząc się do konkretnych przypadków, ale szukając pewnych prawidłowości w skali globalnej.

Temat tej spontanicznej debaty wywołał przekaz obrazów Krzysztofa Borkowskiego. Artysta jest zaangażowany, poruszają go problemy współczesnego świata, opresyjne systemy polityczne, oddziaływanie wielkich korporacji, podatność na reklamę, rozkręcony konsumpcjonizm. Pyta o miejsce człowieka, o jego odrębność i wolność wobec tak zmasowanego ataku, a także o trwanie więzów międzyludzkich. Obawia się, że człowiek ma coraz więcej ograniczeń, a więzy międzyludzkie są coraz bardziej wątłe. Opowiada o tym wszystkim za pomocą powszechnie znanych znaków z popkultury. Zestawia je w zaskakujący sposób, czym uruchamia refleksję widza.

Krzysztof Borkowski zanim przystępuje do malowania, wykonuje wiele szkiców, by sprawnie oddać swoją myśl. Posługuje się techniką szablonu, używa też farb akrylowych oraz farb w sprayu.

Jest również związany ze sztuką ulicy. Brał udział w wielu wydarzeniach związanych właśnie ze street art (m.in. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Szablonu; projekt 40/40). Jego prace można oglądać w przestrzeni miast, a także znalazły się w albumie „Polski Street Art”.

Ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Dyplom z malarstwa obronił w 2010 roku w pracowni profesora Marka Sapetty. Specjalizację z malarstwa ściennego uzyskał w pracowni profesora Edwarda Tarkowskiego. Wyjechał do Włoch, aby w miejscowości Treglio doskonalić warsztat malarza ściennego. Aktualnie jest na studiach doktoranckich w Instytucie Sztuk Pięknych na Uniwersytecie im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.

KP

WERNISAŻ W GALERII GJB

WERNISAŻ W GALERII GJB

Pejzaż postsowiecki w twórczości prof. Artura Winiarskiego

Namacalne znaki historii oraz jej wpływ na zbiorowe zachowania społeczeństw, a także jej obecność w indywidualnej pamięci są tematami wystawy obrazów w Galerii GJB „Radiacja, czyli 21 prac na papierze z różnych lat o tematyce postsowieckiej” autorstwa profesora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie Artura Winiarskiego.

Tytuł wskazuje na konkretny temat z przeszłości, ale też jego trwanie, bo, choć jest mowa o okresie sowietyzmu, to jednak dodany przedrostek wskazuje na jego echa odbierane do dziś. Przekaz wzmacnia słowo „radiacja” – zatem promieniowanie, często niszczące i wszechogarniające, przed którym nie ma ucieczki.

Obrazy, o identycznych rozmiarach, wszystkie na papierze, powstały w mieszanej technice. Twórca łączy akryl, akwarelę, gwasz. Nazywa swoje prace szkicami, ale jednocześnie skończonymi dziełami. Każdy może być wstępem do większego obrazu, może też przemawiać równie silnie w dotychczasowej formie.

W odczytywaniu znaków, artefaktów – jak mówi profesor Winiarski, na pewno ma znaczenie wiek odbiorcy. Inaczej, z bagażem emocji i doświadczeń, odczyta je osoba, która pamięta czasy panowania ideologii sowieckiej, a inaczej młodzież, znająca tamtą epokę tylko z przekazów. Wśród postsowieckich artefaktów w zbiorze artysty są między innymi: samoloty Tupolew rosyjskiej/radzieckiej produkcji, ikoniczne „Czarne Wołgi” – symbol strachu, jaki wywoływała władza sowiecka w całej Europie środkowej i wschodniej,  rosyjskie/białoruskie motywy ludowe zawłaszczone na swój użytek przez ZSRR czy wojskowe, toporne ciężarówki.

Obecność człowieka w postsowieckim krajobrazie sprowadza się najczęściej do powielania prostego ludzkiego kształtu. Bezimienność i samotność tych postaci zawiera informację o odhumanizowaniu minionej epoki. Wystawa jest dla nas lekcją historii i punktem wyjścia do refleksji o wpływie ideologii na codzienność oraz o potrzebie zachowania dystansu wobec niej.

Profesor ASP w Warszawie Artur Winiarski pracuje na Wydziale Malarstwa tej  uczelni od 1994 roku. Ukończył ją w tymże roku, uzyskując dyplom z malarstwa z wyróżnieniem w pracowni profesora Rajmunda Ziemskiego oraz z tkaniny artystycznej w pracowni profesora Stanisława Andrzejewskiego. Artur Winiarski jest także absolwentem polonistyki na UW.

Kieruje Katedrą Malarstwa i Rysunku dla studentów I roku, prowadzi I Pracownię Malarstwa dla studentów I roku. Jest trzykrotnym laureatem Stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki. Brał udział  w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce i poza krajem. Jest także kuratorem wystaw, autorem wielu publikacji w prasie oraz książkowych i katalogowych.

KP

WYSTAWA W GALERII GJB

WYSTAWA W GALERII GJB

Linoryty profesora Huberta Borysa

Wystawa linorytów profesora Huberta Borysa kończy cykl prezentacji w Galerii GJB w roku szkolnym 2016/2017. Gościliśmy autora prac 21 czerwca.

Profesor Hubert Borys jest malarzem, grafikiem i rysownikiem. Przyznał w rozmowie z nami, że najlepiej czuje się w roli grafika. Odkrył go w sobie już w dzieciństwie, mimo że w najbliższej rodzinie nikt sztuką się nie zajmował i mało tego, nawet odwodzono go od pragnienia, by zostać artystą. Profesor wspomniał historię z dzieciństwa, kiedy to intuicyjnie wykonał pierwszą swoją grafikę przy użyciu kawałka linoleum, drutu z parasolki i tuszu. Nie pamięta jednak co przedstawiała. Poszukiwania w tym obszarze rozpoczął od zachwytu nad grafikami dawnych mistrzów. Przeglądał albumy i nie mógł oderwać od nich oczu.

Poszedł jednak na malarstwo. Ukończył ten kierunek w 1974 roku w pracowni profesora Michała Byliny na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale na tym nie poprzestał, bo kształcił się także w zakresie grafiki warsztatowej w pracowni profesor Haliny Chrostowskiej. Pozostał na swojej uczelni, początkowo jako asystent na stażu, następnie asystent, aż do stanowiska prowadzącego pracownię. Tytuł profesorski otrzymał w końcu lat 90. Aktualnie opiekuje się I Pracownią Rysunku i Malarstwa dla studentów pierwszego roku na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie.

Usłyszeliśmy od profesora, że grafiką można się zająć bez szczególnie wyposażonego warsztatu. Wystarczą proste narzędzia, ale konieczna jest praca, czasem mozolna, cierpliwa, bo dopiero dzięki niej zdobywa się umiejętności, które potem prowadzą twórcę tak, że mówi prawdę o sobie, swoich emocjach, o tym, co dostrzega, z czego czerpie. Tematy linorytów profesora Huberta Borysa są różnorodne. Dostrzegamy w nich echa mitologii, literatury, ale też codzienności oraz odwołania do wielkich poprzedników w sztuce.

Profesor Hubert Borys wielokrotnie pokazywał swoje prace na wystawach w kraju i za granicą. Zdobywa za nie nagrody. Już pierwsze lata aktywności przyniosły mu m.in. wyróżnienie na Ogólnopolskim Biennale Sztuki Młodych w Sopocie (1976), nagrodę na Ogólnopolskiej Wystawie Grafiki w Warszawie (1978), wyróżnienie na Międzynarodowym Triennale Drzeworytu „Xylon 8” we Fryburgu (1979), nagrodę za najlepszą grafikę roku w Warszawie (1978) czy nagrodę mera miasta Turku.

Profesor Hubert Borys urodził się w 1950 roku w Witkowie koło Gniezna. Jest synem Adama Borysa, pseudonim Pług, słynnego cichociemnego, żołnierza AK, organizatora i pierwszego dowódcy batalionu Parasol, uczestnika Powstania Warszawskiego na Woli, gdzie ranny dostał się do niewoli. Adam Borys zmarł w 1986 roku.

KP

FINISAŻ W GALERII GJB

Wystawa Katarzyny Porczak. O znaczeniu kolorów w malarstwie

Choć zwykle wystawy uroczyście się otwiera, to tym razem oficjalnie zamknęliśmy czasową ekspozycję w Galerii GJB. 12 maja odbył się finisaż „Przewodnika błądzących” – prezentacji prac na jedwabiu i płótnie artystki Katarzyny Porczak.

Źródłem tytułu wystawy, jak dowiedzieliśmy się od samej autorki, jest średniowieczny traktat teologiczno-filozoficzny, mający dokładnie taką nazwę. Jego twórca, żydowski przywódca duchowy, rabbi Majmonides (1135-1204) chciał pomagać ludziom w znajdowaniu recepty na doskonałość i spokój.

Katarzyna Porczak szuka jej w świecie sztuki, a w nim – w dogłębnym studiowaniu kolorów. Jak mówi „kolory ukazują ogromną siłę energetyczno-duchową”. Ich interpretację łączy z analizą czakramów – w filozofii indyjskiej energetycznych ośrodków albo miejsc mocy wpływających na wiele poziomów ludzkiego życia.

Bliskie rozważaniom filozoficznym malarskie prace Katarzyny Porczak uzyskują zatem swój wewnętrzny porządek. Każde przejście jednego koloru w drugi jest płynne, a każde zestawienie kolorów celowe.

Byliśmy ciekawi także wątków bardziej codziennych. Zapytaliśmy więc artystkę między innymi o to jaki był pierwszy kolor, po który sięgnęła, a także jak, jej zdaniem, kolory wpływają na samopoczucie. Dowiedzieliśmy się, że szczególnie lubi niebieski.

Katarzyna Porczak jest obecnie w trakcie studiów doktoranckich w Pracowni Tkaniny Artystycznej prowadzonej przez profesor Dorotę Grynczel na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ukończyła Wydział Artystyczny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Uzyskała dyplom z wyróżnieniem dziekańskim w 2007 roku w Pracowni Rzeźby profesora Adama Myjaka.

Założyła nieformalną grupę artystyczną Kolumna Sztuki oraz przestrzeni artystycznej Peron Sztuki.

Przez kilka lat, do 2010 roku, aktywnie współtworzyła życie artystyczne Lublina. Związana była m.in. z Galerią Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice, Centrum Kultury w Lublinie oraz Radiem Lublin.

Laureatka konkursów plastycznych. Brała udział w licznych wystawach między innymi w Lublinie, Nałęczowie, Cieszynie oraz w Warszawie.

KP

WERNISAŻ WYSTAWY TKANINY P. ANI HLEBOWICZ

WERNISAŻ WYSTAWY TKANINY P. ANI HLEBOWICZ

Anna Hlebowicz „Tkaniny” 

Tkanina, kojarzona najczęściej z celami użytkowymi, może, i to pod wieloma postaciami, być niezwykłym tworzywem sztuki, co uświadamia wystawa prac Anny Hlebowicz, w Galerii GJB pod ogólnym tytułem „Tkaniny”.

Dzieła artystki są różnorodne, to m.in.: gobeliny, wytwory z filcu czy batiku. Anna Hlebowicz, podczas wernisażu, powiedziała nam, że czuwa nad każdym etapem tworzenia tkaniny. Samodzielnie gromadzi materiały, farbuje włókna i materiały i – oczywiście – komponuje z nich dzieło.

Przyznała, że choć od dzieciństwa, spontanicznie rysowała i malowała, to długo, aż do rozpoczęcia studiów nie łączyła swojej twórczości z tkaniną. Kojarzyła się jej z monotonią, wielogodzinnym pochyleniem się nad warsztatem tkackim. Przez lata myślała, że to przestrzeń absolutnie nie dla niej, osoby dynamicznej i ciekawej nowości. Zainteresowanie tkaniną przyszło przez przypadek. Trafiła do pracowni tkaniny na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie prowadzonej przez profesor Dorotę Grynczel i – zdziwiona samą sobą – odnalazła w niej swoje miejsce.

Dowiedzieliśmy się, że inspiracje znajduje przede wszystkim w pejzażu rodzinnych stron. Pochodzi z Podlasia. – Tutaj wszystko jest uporządkowane i współgra z naturą, ma swój własny rytm. To właśnie on jako nieodłączny element pejzażu, ale też wyznacznik cyklicznych zmian w życiu, jest tematem, który pobudza mnie do tworzenia – mówi Anna Hlebowicz. Dodaje, ze cykl zmian symbolizuje koło, jednocześnie odnoszące się do takich pojęć, jak nieskończoność, doskonałość, harmonia, równowaga, niebo. Koło ma dla niej także wymiar duchowy. Jego kształt często wykorzystuje w swoich pracach.

Z tymi rozważaniami spójne jest podejście artystki do tworzywa. Z pełną świadomością sięga po materię pochodzącą z odzysku. Anna Hlebowicz: „Celowo wykorzystuję takie materiały, jak folia czy jeans, które poprzez powtórne wykorzystanie pozwalają na podkreślenie symboliki zataczanego kręgu”.

Anna Hlebowicz ukończyła Liceum Plastyczne w Supraślu. Na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie zajmowała się wieloma dziedzinami, poza tkaniną artystyczną, malarstwem i rysunkiem, także strukturami wizualnymi oraz malarstwem ściennym (fresk, sgraffito). Dyplom z malarstwa uzyskała w 2011 roku w pracowni profesora Stanisława Baja. Obecnie jest na studiach doktoranckich na rodzimej uczelni na Wydziale Malarstwa.

Uczestniczyła w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych oraz wydarzeniach artystycznych. W minionym roku jej prace można było oglądać na przykład na 13. Ogólnopolskiej Wystawie Tkaniny Unikatowej w Łodzi oraz w warszawskiej Galerii OO2. W 2015 roku miała m.in. indywidualną wystawę „Rytmy” w Galerii Delfiny w Warszawie.

KP

WERNISAŻ p. ZBIGNIEWA SIKORY

WERNISAŻ p. ZBIGNIEWA SIKORY

„technopolis” – wernisaż malarstwa Zbigniewa Sikory

Plan fragmentu miasta widziany z dużej wysokości przeistacza się w złożony z wielu elementów układ scalony. Pokrywają się w ten sposób dwa światy: realny i technologiczny. Ten drugi zdaje się wdzierać w tradycyjne, miejskie życie, zawłaszczać go, dominować nad nim, choć w przełożeniu na język malarstwa ta wizja wygląda atrakcyjnie. Można nawet powiedzieć, że obrazy Zbigniewa Sikory zdobywają widza estetyką i uporządkowaniem.

Artysta cykl „technopolis” pokazuje w Galerii GJB. Tworzą je dzieła nowe z serii wspomnianych „map-układów scalonych” oraz nieco wcześniejsze, w którym głównym motywem są budynki, niektóre konkretne, rozpoznawalne dla warszawiaków, jak choćby charakterystyczna kamienica z kolumnami przy okrągłym Placu Zbawiciela, zbudowana na jego łuku.

Budynki, a wśród nich typowe dla aglomeracji bloki, jakby wyrastały z podglebia wypełnionego diodami i kondensatorami. Technologia tworzy fundament miasta i życia jego mieszkańców. Nie ma w nim miejsca na zielone parki i rozświetlone ulice. Nie widać też ludzi. Jest szary beton murów i równie szare niebo. Gdzieniegdzie tylko, na takim tle, pojawia się mocna kolorystycznie plama. Może to wspomnienie zachodu słońca odbijającego się w oknach albo jakiś symboliczny przekaz malarza?

Gościliśmy Zbigniewa Sikorę na wernisażu w naszej galerii. Opowiedział nam o tym, jak utrwala w swojej twórczości ważne dla niego miejsca i jak poprzez sztukę komentuje rzeczywistość, coraz mniej przyjazną ludziom, bo przepełnianą zakazami i wszechobecną kontrolą.

Zbigniew Sikora swobodnie posługuje się wieloma technikami artystycznymi. Łączy wiedzę wyniesioną ze studiów malarskich ze znajomością programów komputerowych oraz ze street artem, dlatego często w swoich obrazach wykorzystuje szablony. Jak nam powiedział, czasem pracuje nad nimi bardzo długo dla uzyskania założonego efektu. Projekty związane z przestrzenią publiczną przyniosły mu wyróżnienia: w 2008 roku za pomysł zagospodarowania Placu Defilad w Warszawie (w Pracowni Sztuki w Przestrzeni Publicznej ASP w Warszawie); rok później – I nagroda w konkursie na realizację muralu „Metro Muzeum” (organizator – Galeria A19). W 2011 roku został laureatem stypendium na wykonanie muralu promującego stolicę (od Biura Kultury m. st. Warszawy).

Autor „technopolis” skończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych w 2010 roku na Wydziale Malarstwa w pracowni prof. Jarosława Modzelewskiego. Uczęszczał także do Pracowni Alternatywnego Obrazowania i wymienionej już Pracowni Sztuki w Przestrzeni Publicznej, w której w latach 2013-2014 był asystentem. Ukończył również studia podyplomowe Grafiki Komputerowej i Multimedialnej na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Od 2014 roku prowadzi własną pracownię malarstwa, rysunku i warsztatu 2D. Jest na studiach doktoranckich na Uniwersytecie im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Brał udział w wielu wystawach zbiorowych w różnych miastach w kraju (m.in. galerie w Warszawie, Krakowie, Kielcach, Płocku) oraz w Holandii i Niemczech. Miał wystawy indywidualne, w minionym roku – kilka, w Warszawie, Wrocławiu i Radomiu. Swoim wystawom nadaje wymowne tytuły, odwołujące się do pejzażu współczesnych miast, np. „Metropolis”, „Zona”, „Cubes”, „Sieć miejska” oraz do prób zniewolenia ich mieszkańców, np. „Psy wyprowadzamy wyłącznie na smyczy”.

W wolnych chwilach, których Zbigniew Sikora ma mało, jak przyznał podczas wernisażu, uprawia brazylijskie jiu-jitsu, gra w gry komputerowe oraz kolekcjonuje ich pierwsze generacje.

KP

GALERIA GJB. PAWEŁ ŁYJAK. GRAFIKI- habitat

GALERIA GJB. PAWEŁ ŁYJAK. GRAFIKI- habitat

„habitat” – tytuł wystawy Pawła Łyjaka w Galerii GJB odzwierciedla temat prezentowanego cyklu grafik autora. Wielokrotnie wraca w nich do motywu domu.

Po łacinie „habitat” oznacza „mieszka”, a używamy tego słowa, gdy chcemy powiedzieć o pewnym środowisku, w którym toczy się życie.

Paweł Łyjak przedstawia dom w różnych, ale zawsze prosto opisanych, kontekstach. Tworzy je poprzez oszczędne środki artystyczne: czarne, białe lub szare tła, naklejanie białego papieru, wprowadzanie – ale tylko gdzieniegdzie – kolorowego elementu.

Artysta, podczas finisażu wystawy, powiedział nam, że dom-bohater jego grafik, jest jego domem rodzinnym. W swoich pracach wraca do dawnych własnych, głębokich przeżyć, odczuć i myśli. Opowiada o nich bez słów. W ten sposób oswaja to, co czasem było trudne, może nawet bolesne, nabiera do tego dystansu, w końcu, z czasem uwalnia się od wspomnień.  Tworzenie pozwala mu na dialog ze sobą, a powstałe dzieła są propozycją rozmowy z widzami. A jaki jest Twój dom? – tak zdaje się pytać Paweł Łyjak każdego z nas. A jakie weźmiesz w dorosłość wspomnienie swego domu? A czy przełożysz na język sztuki te obrazy i doświadczenia dzieciństwa?

Paweł Łyjak stosuje wiele gatunków artystycznych: rysunek, malarstwo, grafikę, fotografię, instalację. Miesza je. Nawarstwia ich środki wyrazu. Przyznał, że czasem jego prace powstają bardzo długo. Zdarza się mu przykrywać stare projekty nowymi. W ten sposób żegna się z jakimś etapem w życiu. Mamy wrażenie, że twórczość Pawła Łyjaka pozwala mu poszukiwać prawdy o sobie. Jest swoistym pamiętnikiem-zapisem codziennych doznań i stanów za pomocą obrazów.

Paweł Łyjak jest autorem wielu cyklów prac artystycznych, m.in.: „Ojciec marnotrawny A.D. 2015”, JaWyJak – Bezwzględne poszukiwanie A.D. 2010”, „Friends. PrzyJaCiele A.D. 2009”. Powtarzają się w nich pewne wątki, zwłaszcza temat ludzkiej twarzy, czasem pokazanej wyraźnie, a kiedy indziej zasłoniętej czy zamazanej.

Artysta wystawiał swój dorobek m.in. w galeriach w Warszawie, Lublinie, Białymstoku, Krakowie. Te miasta to punkty ma mapie, gdzie się zatrzymywał na dłużej. W Lublinie i Krakowie studiował grafikę, na politechnice w Białymstoku pracował na Wydziale Architektury, konkretnie w Katedrze Sztuki, pracował też na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni Grafiki Warsztatowej oraz w Katedrze Scenografii. Jest aktualnie związany z Galerią Bardzo Biała w Warszawie. Urodził się w 1983 roku we Włocławku.

KP

Wernisaż Sabiny Twardowskiej. Lorem ipsum

Wernisaż Sabiny Twardowskiej. Lorem ipsum

Sabinę Twardowską, autorkę prezentowanych prac w Galerii GJB, gościliśmy w pochmurny październikowy poranek, ale aura i pora dnia w żaden sposób nie wpłynęły na nastrój spotkania. Jak się bowiem okazało, nasza bohaterka nie tylko świetnie wypowiada się poprzez malarstwo i rysunek, ale ma wielki dar opowiadania i zaraża energią.

Bardzo chętnie i z werwą odpowiadała na nasze przeróżne pytania, o technikę tworzenia, tematy, inspiracje, ale też o otaczającą nas rzeczywistość. Poznaliśmy też Panią Sabinę prywatnie, czym wypełniona jest jej, pozaartystyczna codzienność, która, zresztą, czego nie da się uniknąć, splata się ze sztuką. Zresztą, codzienność właśnie, a zwłaszcza to, co i jak opowiadają o niej media, jest jednym z głównych tematów podejmowanych przez artystkę. Sabina Twardowska komentuje w swojej sztuce potok informacji, który nas co dzień oblewa i reakcje ludzi na ten zmasowany atak. Zachęca do wyrabiania własnego zdania i dystansu do mediów oraz tak zwanych autorytetów. Jej twórczość jest celowo „rozkrzyczana”, pełna kolorów, cytatów i innych zapożyczeń. Energii z tego spotkania starczyło nam na cały dzień i znacznie dłużej, a refleksji na całkiem, całkiem długo.

Sabina Twardowska odniosła się do tytułu wystawy Lorem ipsum:  – To odwołanie do tekstu stosowanego do demonstracji krojów pisma, kompozycji kolumny czy objętości warstwy tekstowej. Lorem ipsum składa się z łacińskich i quasi-łacińskich wyrazów i ma korzenie w klasycznej łacinie. W przypadku użycia go jako tytułu wystawy najistotniejsze jest to, że Lorem ipsum to tekst zastępczy, pozbawiony znaczenia, potrzebny do wypełnienia pustej przestrzeni”. Dodała, że polityka, telewizja, reklama, portale społecznościowe to tylko kilka obszarów, w których szuka inspiracji. – Przyglądam się także samej sobie i swoim bliskim i wiem, że od czasu do czasu, wszyscy uczestniczymy w wyścigu po nagrodę w kategorii Lorem ipsum.

***

Sabina Twardowska jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (rok 2008). Dyplom z wyróżnieniem dziekańskim otrzymała w pracowniach prof. Krzysztofa Wachowiaka (malarstwo), prof. Ryszarda Sekuły (rysunek) oraz prof. Mieczysława Wasilewskiego (plakat, Wydział Grafiki). Dyplom ten przyniósł jej także Nagrodę im. Józefa Szajny. W 2012 roku ukończyła podyplomowe studia Grafiki Komputerowej i Multimedialnej w Warszawie. Obecnie jest doktorantką na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Ma 32 lata, pochodzi z Sanoka, ale Warszawę bardzo polubiła, o czym świadczy część jej twórczości, np. ilustracje do książki dla dzieci To jest Warszawa. Sabina Twardowska zilustrowała także książki o ptakach autorstwa Andrzeja Kruszewicza, dyrektora warszawskiego ZOO, znanego ornitologa, twórcy Azylu dla Ptaków – Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Chronionych w stolicy.

Sabina Twardowska brała udział w wielu wystawach zbiorowych w galeriach warszawskich (m.in. Galeria Łowicka, Dom Artysty Plastyka, Galeria DAP 3, Apteka Sztuki i inne), w Radomiu, Siedlcach oraz kilka razy w Holandii. Ostatnio jej wystawy indywidualne gościły w Galerii Łaźnia w Radomiu (wystawa pod nazwą Jest dobrze, 2016), Galerii Pokusa w Wiesbaden w Niemczech (Miasto. Deformacja, 2016), Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu (Mechanizmy, 2016) oraz w Galerii TA 3 (Let’s Play, 2016).

KP

WYSTAWA BORISA SCHWENCKE „elementarz”

WYSTAWA BORISA SCHWENCKE „elementarz”

Prace Borisa Schwencke pokazywane w Galerii GJB wywołują natychmiastowe emocje. Są osobistym komentarzem artysty do rzeczywistości, sztuki, życia jako takiego i losów każdego z osobna. Są jak pamiętnik, w którym jest miejsce na refleksje z codzienności, ale też z przeszłości. Widz odnosi wrażenie szczerości wypowiedzi twórcy. Uczestniczy w jego dzieciństwie i dorosłości. Dostaje zaproszenie do jego przemyśleń na najistotniejsze tematy dotyczące człowieka:  narodzin, zanurzenia w historii, dawania życia, bycia szczęśliwym, przeżywania nadziei, smutku, przemijania. Poważnym rozmyślaniom nie brak jednak pogodnego uśmiechu, a nawet dystansu i dowcipu.

Forma prac Borisa Schwencke dodatkowo podkreśla ich przekaz. Artysta używa prostych materiałów, drewna, papieru, gipsu, rzeczy znalezionych. Nie nadaje im szlifu. Są takie, jakie są. Często chropowate, szorstkie, nierówne, jak to bywa w życiu… Na nich rysuje, maluje, pisze tekst, coś do nich dokleja, ściera ich powierzchnię. Niektóre prace mają formę przestrzenną, jak na przykład makieta miasta. Boris Schencke swoje dzieła często nazywa instalacjami składającymi się z różnych elementów.

Na wernisaż swojej wystawy w Galerii GJB Boris Schwencke przybył ze swoimi trzema córkami, naszymi rówieśniczkami. Ich obecność pozwoliła nam spojrzeć na artystę w jeszcze jednym, bardzo  konkretnym wymiarze, ojcowskim.

***

Boris Schwencke urodził się w Berlinie. Ukończył Wydział Urbanistyki i Planowania Regionalnego w Uniwersytecie Technicznym w Belinie. W roku 1996 rozpoczął studia na Wydziale Rzeźby ASP w Warszawie. Dyplom z wyróżnieniem otrzymał w pracowni prof. Adama Myjaka w 2001 roku. Aneks do dyplomy – cykl medalierski wykonał w pracowni prof. Piotra Gawrona. W 2011 r. obronił doktorat, a pięć lat później otrzymał tytuł doktora habilitowanego ASP.

Pracuje jako wykładowca (Instytut Komunikacji Specjalistycznej i Interkulturowej UW oraz Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych na Wydziale Sztuki Nowych Mediów).

Boris Schwencke brał udział w wielu wystawach m.in. w Niemczech, Francji, Portugalii, Stanach Zjednoczonych, w różnych miastach Polski. W ubiegłym roku miał wystawę indywidualną w Accademia di Belle Arti di Verona. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu, w Staatliche Kunstsammlungen w Dreźnie, w British Museum w Londynie, Staatliche Museen (Münzkabinett) w Berlinie.

KP

WERNISAŻ WYSTAWY PROFESORA BRUNO KOPRA

WERNISAŻ WYSTAWY PROFESORA BRUNO KOPRA

Bruno Koper – „Posters”

Pierwszym słowem, które nasuwa się podczas oglądania prac na wystawie „Posters” Bruno Kopera w Galerii GJB jest wyobraźnia. Widz wie od razu, że stworzył je artysta obdarzony niezwykłą fantazją, a do tego bystrością umysłu. Zaprasza do wykreowanych przez siebie światów i zachęca do uruchomienia własnych myśli i skojarzeń. Po chwili z satysfakcją odkrywamy skąd czerpał inspiracje.

Źródło jest w twórczości wielkich mistrzów malarstwa różnych epok. Koper prowadzi swoistą, artystyczną rozmowę z Vermeerem, Brueglem, Arcimboldo czy René Margittem. Czerpie z ich słynnych dzieł. Przerabia je. Do ich „treści” wprowadza siebie. Nie chce być tylko widzem, jak mówi. Chce jakby znaleźć się po drugiej stronie, w obrazie.

Mistrzami Kopera są surrealiści: André Breton i Salvaldor Dalí. Spotkał ich w latach młodości i mieli, o czym Koper wspomina, decydujący wpływ na jego twórczość. Po latach przyłączył się do grupy decentrystów. Ich idea, sugerowana przez nazwę, była przewrotna. Znaczeniowe centrum dzieła wychodziło poza jego ramy, by z tego miejsca oddziaływać na otoczenie środka, pozostawione w ściśle zakreślonej przestrzeni.

Podczas wernisażu Pan Bruno Koper nawiązał z nami sympatyczny, bezpośredni kontakt. Na nasze pytania odpowiadał z dystansem i dowcipem. Dowiedzieliśmy się, że jest entuzjastą cykloturystyki. Objeżdża świat rowerem od ponad półwiecza. Nazywany jest „legendą sakwiarstwa” i „bikerem”. Jak mówi, podróże rowerem oczyszczają i napełniają jego wyobraźnię, wyobraźnię artysty plastyka, ale też literata, na przykład, gdy przekroczył przejście graniczne Medyka-Szeginie w krajobrazie zachodniej Ukrainy nieoczekiwanie znalazł świat swojego dzieciństwa. Zobaczył i pięknie opisał tereny „łagodne, prawie aksamitne, bez żadnych śladów gniewu natury”.

A urodził się daleko od Ukrainy, bo w Bretanii, w miasteczku Douarnenez w czasie drugiej wojny, 30 stycznia 1941 roku. Jest wszechstronnie wykształcony. Studiował malarstwo w Paryżu, historię sztuki i archeologię oraz pedagogikę sztuk plastycznych w Vincennes, a następnie socjologię sztuki w Paryżu. W latach 1972-1973 odbył staż na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni plakatu u prof. Henryka Tomaszewskiego, twórcy „polskiej szkoły plakatu”. W 1985 roku obronił doktorat na ten temat na paryskiej Sorbonie.

Był nauczycielem akademickim na uczelniach artystycznych w Strasburgu i Saint-Denis. Jako „visiting profesor” w Instytucie Edukacji Artystycznej w Warszawie wykładał historię plakatu i prowadził warsztaty. Na stałe mieszka i pracuje w Paryżu. Często przyjeżdża do Polski.

Brał udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych we Francji i w Polsce, a także m.in. na Litwie, w Niemczech, Macedonii, Grecji, Szwecji. Uczestniczył w Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie. Jego prace są w kolekcjach publicznych i prywatnych we Francji, w Polsce, USA, Argentynie, Anglii, Niemczech, Maroku, Egipcie.

Jest malarzem, grafikiem, ilustratorem, twórcą plakatów. Poza dziełami wielkich mistrzów malarstwa oraz pejzażami różnych kontynentów inspiruje go również literatura. U Bruno Kopera świetna technika współbrzmi z bogactwem tematów. Ich zestawienia, jak również relacje kolorów często zaskakują. Artysta z wdziękiem łączy światy powszechnie uznawane za odległe. Warszawski pomnik Chopina usadawia na tle egzotycznej przyrody, a warszawską dorożkę ciągną wielbłądy. U Kopera nie ma granic, tak jak w najbardziej wolnej sferze, jaką jest wyobraźnia.

KP

FINISAŻ WYSTAWY PLAKATÓW RYSZARDA KAJZERA

FINISAŻ WYSTAWY PLAKATÓW RYSZARDA KAJZERA

Plakaty Ryszarda Kajzera

Pierwszy raz w Galerii GJB mieliśmy okazję oglądać wystawę plakatów i rozmawiać z ich twórcą Ryszardem Kajzerem, autorem nie tylko plakatów, ale też projektów książek i ilustracji. Jego sylwetkę i dokonania przybliżył nam Grzegorz Mroczkowski, kurator wystawy. Nazwał Ryszarda Kajzera kontynuatorem „polskiej szkoły plakatu”. Określenie to odnosi się do wybitnych polskich plakacistów lat 60. XX wieku, na czele z Henrykiem Tomaszewskim, którzy wypracowali charakterystyczny styl: nowatorski, przesycony ironią, oszczędny w doborze środków artystycznych, poszukujący nowych form liternictwa.

Podobna skrótowość myślenia i czystość wyrazu widoczne są w twórczości Ryszarda Kajzera. Jego plakaty intrygują, zatrzymują, bawią obrazem, znakiem, sposobem rozmieszczenia liter. Nie zawsze jednak od pierwszego spojrzenia przemówiła do nas ich treść. Dlatego, podczas wernisażu, prosiliśmy naszego gościa o objaśnienia komunikatów zawartych na plakatach. Po krótkim wprowadzeniu w świat wykorzystanych symboli, dostrzegaliśmy całe bogactwo przekazu sztuki Ryszarda Kajzera. Sztuki właśnie, bo – jak przekonała nas pierwsza poważna lekcja w Galerii GJB na temat plakatu – ma on nie tylko wartość informacyjną, ale też artystyczną.

Ryszard Kajzer zaprezentował w Galerii GJB plakaty przede wszystkim z okazji różnych wydarzeń kulturalnych, np. przeglądów filmów, benefisów artystycznych (malarki na szkle Eweliny Pęksowej, aktora Witolda Pyrkosza). Naszą uwagę przyciągnął plakat ze słynnym bohaterem filmowym – E.T. – przybyszem z innej planety. Na plakacie palce kosmity, odgrywające w filmie bardzo ważną rolę, układają się w znak „V” – Victoria, który szczególnie w polskim kontekście oznacza zwycięstwo wolności nad wrogim ludziom systemem.

Nasz gość powiedział, że naturalnym środowiskiem dla plakatu jest miejska ulica, na której musi się on bronić wśród wielu głośnych, barwnych elementów przestrzeni. Najlepszą „bronią” plakatu są jego jakość artystyczna i czystość informacyjna.

Ryszard Kajzer wykłada na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, której jest absolwentem. Na uczelni uzyskał tytuł autora najlepszego dyplomu wśród projektów graficznych w pracowni profesora Lecha Majewskiego (w roku 1999). Pogłębiał wiedzę i poszerzał warsztat na stypendiach zagranicznych w Szwajcarii i Niemczech. Dziś prowadzi Pracownię Liternictwa dla studentów I i II roku na Wydziale Grafiki. Ma także zajęcia w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania w Warszawie. Jest założycielem Zerkaj Studio zajmującego się m.in. składem książek.

Ryszard Kajzer jest twórcą rozpoznawalnym, znanym i docenianym, to laureat wielu nagród za plakaty i publikacje książkowe, m.in. zdobywca nagrody głównej w międzynarodowym konkursie plakatu ogłoszonym z okazji Roku Gombrowiczowskiego (2004), wyróżnienia honorowego na 22. Międzynarodowym Biennale Plakatu w kategorii specjalnej „Chopin na nowo” (2010) i innych. Zdobył liczne wyróżnienia od Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

Jego prace pokazywane były na wystawach indywidualnych (Polska, Niemcy, Bułgaria) oraz licznych zbiorowych w kraju i za granicą (Włochy, USA, Hong Kong, Niemcy).

Ryszard Kajzer pochodzi z Kujaw, urodził się w 1973 roku w Świerczynie koło Włocławka.

KP

 

OBRAZY CERAMICZNE BARBARY I PIOTRA LORKÓW

OBRAZY CERAMICZNE BARBARY I PIOTRA LORKÓW

Obrazy ceramiczne Barbary i Piotra Lorków

W Galerii GJB po raz pierwszy prezentowana jest wystawa ceramiki i porcelany. A właściwie obrazów, rzeźb i biżuterii stworzonych w tych artystycznych technikach. Autorami prac są Barbara i Piotr Lorkowie, para, o której mówi się od lat, że „z ceramiki są w stanie stworzyć wszystko”.

W ich dorobku są dzieła sztuki i przedmioty użytkowe, takie, jak zestawy kawowe, talerze, misy, patery, kubki, lampy, ramy do luster, które też należą do świata sztuki, bo są piękne, a tylko przy okazji funkcjonalne. O braku ograniczeń dla pomysłowości małżeństwa Lorków świadczy przykład fontanny stworzonej według ich konceptu. Mimo wielu wątpiących w ten projekt zrealizowali go w gościnnej Fabryce Porcelany w Ćmielowie.

W naszym gimnazjum Państwo Barbara i Piotr pokazują prace układające się w cykle z różnych okresów i mające różnorodne źródła inspiracji. Jednym z tematów na pokazywanych ceramicznych obrazach są sceny rodzajowe, przedstawiające pojedyncze albo dwie postaci, tylko delikatnie naszkicowane, w ciekawych kompozycjach i zestawieniach kolorystycznych. Innym tematem są profile głów, niedosłowne, jakby wykonane przez dziecko. Występują pojedynczo albo w dialogu, czasem w tłumie. Ich siłę oddziaływania podkreślają zwykle ciemne tła. Ale wiele prac Lorków nie opowiada żadnych ludzkich historii. To abstrakcje świadczące o świetnym wyczuciu czysto malarskich środków wyrazu, jak kolor, linia, kompozycja. Wszystkie prace ujawniają, jak wiele autorzy wiedzą o tajnikach ceramiki, np. o czasie i temperaturze wypalania.

Barbara i Piotr Lorkowie niedawno spędzili kilka miesięcy w Maroku, gdzie prowadzili warsztaty ceramiczne. Niektóre efekty ich pracy z tego okresu są dziś w naszej galerii. Należy do nich rzeźba dwojga młodych Marokańczyków, którzy byli dla Państwa Lorków bardzo serdeczni i pomocni.

Wystawa Barbary i Piotra Lorków poszerza rozumienie pojęcia „obraz”. Kojarzony z płótnem, deską, papierem i ramami może, jak się okazuje, przybierać postać ceramicznego czy porcelanowego obiektu. Kreatywność artystów wyraża tytuł prezentacji w Galerii GJB: „rozmawiamy zielenią, a myślimy błękitem”. Natchnienie znajdują wszędzie, ale najczęściej w bogactwie natury, która potrafi zachwycić, zaskoczyć, zadziwić, a do tego obdarować  – w przypadku Państwa Lorków tak wdzięcznym materiałem, jakim jest glina.

***

Barbara i Piotr poznali się na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Oboje studiowali na Wydziale Rzeźby w pracowni prof. Jana Kucza. Piotr pozostał na uczelni. Od ponad 20 lat uczy studentów w pracowni ceramiki. W 2009 roku uzyskał tytuł doktora sztuk pięknych. Barbara była m.in. asystentką w Pracowni Scenografii w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Oboje od lat prowadzą galerię autorską, organizują plenery, warsztaty, wystawy. Ich prace prezentowane były w Polsce i wielu krajach, m.in. w Niemczech, Danii, Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii. Mają trzech dorosłych synów.

Ostatnio największą wspólną pasją Państwa Lorków jest malarstwo podszkliwne, które daje podobne możliwości do malarstwa tradycyjnego, z tą różnicą, że podobraziem jest ceramiczny czerep (skorupa), a farbami – barwiona tlenkami metali glina zwana angobą. Piotr Lorek tak wyjaśnia zasady malarstwa podszkliwnego: „Każdy z talerzy musi być minimum dwa razy w piecu. Najpierw jest forma surowa – glina, na którą nakładamy angobę – powłokę z barwionej glinki, wkładamy pierwszy raz do pieca, wyciągamy, szkliwimy, czasem dodajemy kolorowych szkliw i wkładamy drugi raz do pieca. Jeśli dodajemy coś więcej, to wkładamy jeszcze raz i wypalamy „na ostro”, czyli w wyższej temperaturze”.

Dwa razy w roku, przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, Państwo Lorkowie organizują dni otwarte w swoim domu w podwarszawskich Chyliczkach, w gminie Piaseczno. Wszystkich witają bardzo serdecznie, bo, jak zgodnie mówią: „Efekty naszej pracy często przynoszą nam radość, a największą satysfakcją jest, gdy spodobają się również komuś innemu”.

KP

WYSTAWA W GALERII

WYSTAWA W GALERII

 

Historia w Galerii GJB. Wystawa prac Marcina Jurkiewicza

Temat i forma prac Marcina Jurkiewicza prezentowanych w Galerii GJB, odsyłają nas do czasu baroku. Patrzymy na artystyczną interpretację portretów trumiennych, będących jednymi z najważniejszych symboli Polski sarmackiej. Żaden inny kraj nie ma tradycji portretów trumiennych. Od lat 70. XX wieku, dzięki ich pierwszej wystawie na Zachodzie, świat odkrył je i zachwycił się ich oryginalnością.

Podczas wernisażu Marcin Jurkiewicz opowiedział nam o swojej fascynacji barokiem. Inspiruje go od wczesnej młodości. Portrety trumienne jego autorstwa odbiegają od historycznych wzorców. Klasyczny wizerunek tego typu uwieczniał oblicze konkretnego zmarłego, jego rangę, czasem był zdeformowany, by wywołać większe wrażenie na widzach i zawsze „szukał” ich wzrokiem z obrazu. Marcin Jurkiewicz wykreował swoje postacie, nigdy naprawdę nie istniały, choć można znaleźć w nich odwołania do powszechnie znanych bohaterów, np. z twórczości Williama Szekspira, którego słowa z Sonetu LXXV są tytułem wystawy: „Słodycz w nadmiarze to rzecz obojętna”.

Artysta swobodnie podchodzi też do kształtu typowego portretu trumiennego. Klasyczny sześciokąt, pasujący do boku trumny, gdzie był wieszany, zastępuje pięciokątem. Najważniejsza jest jednak materia, po którą sięga. Portrety trumienne tworzy nie na blasze, jak zwykli to czynić nasi przodkowie, ale na papierze. Dowiedzieliśmy się, że stosuje różne jego gatunki: brystol, z nadrukiem, kartki wyrwane z kalendarza. Jest w tym podejściu dodatkowy przekaz. Malarz podkreśla w ten sposób upływ czasu. Mijające dni, lata, epoki zmieniają wszystko. Jesteśmy poddani biegowi czasu, ale przemijalność świata zatrzymuje sztuka, uwiecznia chwile i zachęca do refleksji nad życiem i odchodzeniem.

Portrety trumienne Marcina Jurkiewicza są przede wszystkim szare i czarne, co potęguje oddziaływanie tematu. Powstały za pomocą tuszu, piórka, długopisu, ołówków w całej gamie twardości, od najtwardszych oznaczonych symbolem H do najbardziej miękkich, czyli B. Wybór techniki, przywołujący skojarzenia z grafiką, nie jest przypadkowy. Marcin Jurkiewicz, malarz, na co dzień obcuje z grafikami. Przygląda się ich pracy i w niej uczestniczy.

Związany jest bowiem z Wydziałem Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, której jest absolwentem. Ukończył uczelnię w 1995 roku. Dyplom na Wydziale Malarstwa obronił w pracowni prof. Rajmunda Ziemskiego, aneks z malarstwa ściennego u prof. Edwarda Tarkowskiego. Od 2001 roku pracuje na ASP. Początkowo był asystentem w pracowni prof. Zygmunta Magnera na Wydziale Grafiki. Po śmierci profesora pracuje w Pracowni Rysunku i Malarstwa dla studentów I roku w Katedrze Rysunku i Malarstwa prowadzonej przez dr hab. Jacka Staszewskiego, także na Wydziale Grafiki. Marcin Jurkiewicz ma tytuł doktora. Pochodzi z Elbląga, gdzie urodził się w 1969 roku.

WERNISAŻ MARIUSZA WOSZCZYŃSKIEGO

WERNISAŻ MARIUSZA WOSZCZYŃSKIEGO

„Postacie i pejzaże” – wernisaż Mariusza Woszczyńskiego

W GJB gościliśmy Mariusza Woszczyńskiego, autora aktualnie prezentowanej w naszej galerii wystawy „Postacie i pejzaże”. Opowiedział nam o swojej drodze do malarstwa. Była konsekwentna. Zaczęła się w dzieciństwie od fascynacji rysowaniem. Krok po kroku pojawiał się profesjonalizm: liceum plastyczne, studia malarskie, wystawy, wyróżnienia aż do tytułu profesora warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Mariusz Woszczyński urodził się malarzem, ale też się nim stawał. Szlifował talent, uczył się technik, ale przede wszystkim pilnował w sobie jednego: daru obserwacji, w którym jest czułość spojrzenia na świat i ludzi. Artysta „notuje” zdarzenia, których jest świadkiem i pejzaże wzbudzające jego zachwyt. Jest blisko codziennego życia ludzi. Wśród jego ulubionych tematów są przechodnie, spacerowicze, plażowicze, a także rowerzyści, piłkarze, fryzjerzy. Zatrzymuje ich w naturalnej scenerii. Nie pozują, są na swoich miejscach, prawdziwi. Drugim zbiorowym bohaterem prac Mariusza Woszczyńskiego są pejzaże, często miejskie, a wśród nich kresowe. Bywał na Kresach i wczuł się w piękno tamtejszego krajobrazu i zabytków, a także cichych, niepozornych zaułków.

Znakiem rozpoznawczym prac Mariusza Woszczyńskiego jest jego sposób malowania, bliski intuicyjnemu, dziecięcemu prowadzeniu kreski i kładzeniu koloru. Aby tak malować profesjonalnie, trzeba wielkiego kunsztu. Woszczyński stworzył swój styl bez silenia się na niego. Tworzy „od serca”, „od siebie”, „po prostu”. Często sięga po farby olejne, także akrylowe. Stosuje technikę gwaszu, kolażu. Bywa, że w jednej pracy miesza techniki. Nakłada mokrą farbę na mokre podłoże, dzięki czemu osiąga efekt spontaniczności malowania. Czasem farby tworzą grubą warstwą, innym razem ledwo je widać. Są wtedy przezroczyste i świetliste.

Mariusz Woszczyński jest artystą uznanym. Świadczy o tym nie tylko profesorski tytuł, ale też lista wystaw indywidualnych i zbiorowych oraz wyróżnień i nagród. Pokazywał prace także poza krajem, m.in. w Niemczech, Francji, Belgii, Irlandii, na Litwie, w Chile. Otrzymał m.in. nagrodę kwartalnika o sztuce „Exit” w 2006 r.

Właśnie skończył 50 lat. Pochodzi z Warszawy, z Saskiej Kępy. W rodzinnym mieście odbył całą edukację, ale był także na stypendiach i stażach zagranicznych. Dyplom na Wydziale Malarstwa ASP uzyskał z wyróżnieniem w 1990 r. Studiował malarstwo w pracowni prof. Rajmunda Ziemskiego oraz grafikę warsztatową w pracowni prof. Rafała Strenta. Od 2005 r. prowadzi pracownię rysunku i malarstwa na Wydziale Rzeźby macierzystej uczelni.

KP

WYSTAWA p. MARIUSZA WOSZCZYŃSKIEGO

WYSTAWA p. MARIUSZA WOSZCZYŃSKIEGO

5 października br. w galerii GJB rozpoczęła się wystawa „postacie i pejzaże” p. Mariusza Woszczyńskiego.

Pejzaże otwarte Arkadiusza Ruchomskiego

Obrazy Arkadiusz Ruchomskiego są malarskimi opisami ciszy. Wypełnia ona przestrzeń natury. Nie ma w niej ludzi, ale nie jest to teren zamknięty, przeciwnie, zaprasza do siebie, do środka, do źródeł. Nieprzypadkowo autor nazywa swoje prace „pejzażami otwartymi”.

Dzięki twórczości Arkadiusza Ruchomskiego możemy odbyć podróż po górach i kontemplować ich piękno. Przejść się zygzakowatą ścieżką, przeprawić się przez rzekę, być urzeczonym siłą wodospadu, a nawet znaleźć drzewo życia czy oprzeć się o nieboskłon. Możemy w nich pozostać. Poczuć się zaproszonymi do prostego wiejskiego domu i jego obejścia ze spichlerzem i oborą. O tym wszystkim opowiadają poetyckie obrazy Arkadiusza Ruchomskiego. Czerpią z uroków polskich pejzaży, ale także z dalekowschodniej harmonii człowieka z naturą.

Ten związek podkreślają tworzywa użyte przez twórcę do jego „pejzaży otwartych”. Są wśród nich kawałki drewna, kory, ziarnka piasku. Obrazy Ruchomskiego nie mają tradycyjnych kształtów. Jeden z boków jest na przykład łukiem przypominającym pagórek albo dach. W niektórych brakuje fragmentów blejtramu, a w innych deseczki nakładają się na siebie. Dzięki temu odnosimy wrażenie ruchu w naturze, zmienności, ale też naszego na nią wpływu.

Wernisaż prac Arkadiusza Ruchomskiego zainaugurował kolejny sezon w Galerii GJB. Rozpoczęliśmy cykl wystaw 2015/2016. Artysta odpowiadał o swojej drodze do malarstwa. Nie było marzeniem w dzieciństwie. Miał nawet myśl by zostać… górnikiem. Sztuka pojawiła się nagle i początkowo kierowała go w stronę rzeźby. W obrazach Ruchomskiego widać fascynację tą dziedziną sztuki: w łączeniu tworzyw czy  nieregularnościach kształtów ram.

Arkadiusz Ruchomski jest asystentem na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom obronił w pracowni malarstwa prof. Stanisława Kortyki (ASP Wrocław) w 2007 r. Studiował na Akademii Sztuk Wizualnych w Poznaniu i w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Skończył Liceum Sztuk Plastycznych w Kole. Ma 37 lat. Pochodzi z Janowca Wielkopolskiego. Brał udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce i poza naszymi granicami. Jest zdobywcą Grand Prix w konkursie „Obraz Roku 2004” organizowanym przez magazyn „Art&Business”.

kp

WYSTAWA WOJCIECHA TYLBORA-KUBRAKIEWICZA

WYSTAWA WOJCIECHA TYLBORA-KUBRAKIEWICZA

Grafiki Wojciecha Tylbor-Kubrakiewicza

 

Prezentacja grafik Wojciecha Tylbor-Kubrakiewicza uświetniła zakończenie cyklu wystaw w Galerii GJB w roku szkolnym 2014/2015.

Twórca wybrał prace pod wspólnym mianem „Obrazy znalezione”. Łączy je nie tylko nazwa, ale przede wszystkim świat, który przedstawiają. Jest pełen znaków, odwiecznych, zakorzenionych w cywilizacji, ale też prostych, a bywa, że nawet dowcipnych, odniesień do naszej rzeczywistości. Koła, antyczne łuki, mapy, litery i cyfry sąsiadują z zagadkowymi obiektami oraz wydobytymi z codzienności. W tych artystycznych wizjach spotykają się symbole i przedmioty, które nigdy nie mogłyby się zetknąć. Te wyimaginowane spotkania bywają uporządkowane, ale też pozbawione ładu, choć na pewno nie pogrążone w chaosie.  Wśród zbiorów znaków brakuje ludzi. Tak, jakby byli ich kreatorami, ale działającymi w ukryciu.

Ścieżką do rozszyfrowania znaczeń mogą, ale nie muszą być, tytuły grafik. Można dać się im prowadzić, ale można też je zignorować. Są wśród nich np. „Repozytorium”, czyli miejsce przechowywania posegregowanych dokumentów oraz „Między Scyllą a Charybdą” –  określenie sytuacji wyboru między dwiema złymi możliwościami. Wystarczą te dwa tytuły, by wczuć się w  rozpiętość emocji autora.

Forma wszystkich zaprezentowanych w Galerii GJB grafik Wojciecha Tylbor-Kubrakiewicza jest bardzo podobna. Tej samej albo zbliżonej wielkości, około półtora metra na siedemdziesiąt-osiemdziesiąt centymetrów, czarno-białe, z kolorowymi, zwykle czerwonymi punktami. Są dopracowane, można powiedzieć – eleganckie, nie ma w nich przypadkowych decyzji warsztatowych.

Zapewne dlatego, że Wojciech Tylbor-Kubrakiewicz jest nauczycielem grafiki warsztatowej w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, swej macierzystej uczelni. Ukończył ją na Wydziale Malarstwa w 2001 roku. Dyplom z malarstwa obronił w pracowni profesora Mariana Czapli, a aneks z grafiki u profesora Rafała Strenta. Wojciech Tylbor-Kubrakiewicz doktoryzował się w 2010 roku, od 2013 jest adiunktem.

Specjalizuje się w tradycyjnych technikach druku wklęsłego (akwaforta, akwatinta), wypukłego (linoryt), płaskiego (algrafia, serigrafia). Brał udział w ponad sześćdziesięciu wystawach zbiorowych, miał kilkanaście indywidualnych w Polsce i zagranicą. Wielokrotnie nagradzany, m.in. w kilku edycjach konkursu Grafika Warszawska, otrzymał nagrodę Museums and Collections Services Acquisition Award na konkursie Edmonton Print International . Otrzymał stypendium Fundacji im. Tadeusza Kulisiewicza, w 2012 r. uhonorowany wyróżnieniem na Międzynarodowym Konkursie Graficznym im. Józefa Gielniaka. Poza grafiką zajmuje się także rysunkiem, fotografią, wideo, działaniami w przestrzeni miasta oraz artystycznym tatuażem. Jak sam mówi, bardzo ważnym elementem jego warsztatu graficznego jest praca z fotografią, nową i dawną, własnego autorstwa oraz archiwalną różnych twórców. Poza tym przegląda stare czasopisma w poszukiwaniu ciekawych zdjęć. To jego sposób na budowanie swej tożsamości oraz ocalenie obrazów i emocji przed zapomnieniem.

KP

WERNISAŻ WYSTAWY p. WOJCIECHA ZASADNIEGO

WERNISAŻ WYSTAWY p. WOJCIECHA ZASADNIEGO

 

„Okładki” – znaki czasu Wojciecha Zasadniego

 

W Galerii GJB po raz pierwszy gościmy artystę rzeźbiarza. Wojciech Zasadni pokazuje wybrane prace z serii „Okładki”.

Zaskakuje już sam pomysł. Twórca na język sztuki przekłada okładki magazynów kolorowych i pierwsze strony dzienników. Przenosi je wiernie na niemal identycznej wielkości kawałki lipowego drewna. Są wykonane nadzwyczaj starannie. W pierwszym momencie wywołują u widza wrażenie prostej odbitki, może naklejki, ale to jednak płaskorzeźby, trójwymiarowe obrazy. Zasadni łączy snycerkę, za pomocą której powstaje plan pierwszy, z polichromią, wypełniającą tło. Niektóre jego elementy są malowane, inne to naklejane fragmenty gazet. Całość jest lakierowana. Tyle warsztat. Mistrzowski, zgodny z wielowiekową tradycją dzieł rzeźbiarskich.

A temat? Współczesność, życie podlegające presji szybkich zmian, nagłych wydarzeń, w którym rzadko znajdzie się chwila na rozmyślania o sensie i wartościach istnienia czy na kontemplację przyrody. Takie właśnie są okładki prasowe. Najlepiej sprzedają się sensacyjne newsy i znane postaci, a mocny kolor przyciąga wzrok. Wydawcy litościwie czasem przerywają ten natłok komunikatów i twarzy. Ukazuje się wtedy numer z okładką wywołującą pozytywne emocje, na przykład z przyrodą.

Wojciech Zasadni awansuje do rangi dzieł sztuki te ulotne informacje na kartkach papieru, które chwilę po ukazaniu się, często już następnego dnia, jako nieaktualne – co wcale nie musi być prawdą – znajdą się w koszu. Czyni z nich znaki czasu. Nie dodaje swojego komentarza. Wystarczy utrwalenie tego, co przelotne. Taki zabieg twórczy pobudza refleksje. Dlaczego?

W Galerii GJB prezentowane są okładki polskich i zagranicznych tytułów, także egzotycznych, arabskich, podejmujące lokalne wątki. Dlaczego Arabka wymienia koło samochodu, a facet obok przygląda się temu podjadając fast fooda? Dlaczego napisy krzyczą: „On ocalił świat”, „To zamach na Polskę”, „Wadowicki cud”? Dlaczego papież wciągnięty jest do tej popkulturowej papki? Bo taka jest współczesność i Wojciech Zasadni skrupulatnie, a jednocześnie dowcipnie nam to wszystko zapisuje, to znaczy precyzyjnie rzeźbi.

Praca nad jedną okładką zajmuje mu około trzech tygodni. Opowiedział nam podczas wernisażu jak wpadł na pomysł rzeźbionych okładek. Podczas studiów postanowił udowodnić sobie i innym, że jest naprawdę sprawny manualnie. Szkolne zadania już trochę go męczyły. Spojrzał na jakąś przypadkową okładkę i pomyślał, że ma wiele detali, tak wymagających dla rzeźbiarza. To było to! Zadanie dla niego. Okazało się, że wciągnęło go na dobre. Rzeźbi okładki już kilkanaście lat. Dotychczas wykonał około dwustu tego typu prac.

Wojciech Zasadni jest twórcą wszechstronnym, utytułowanym, nazywanym przez znajomych człowiekiem renesansu, bo jest w stanie zrobić przysłowiowe „wszystko ze wszystkiego”. Ostatnio wykonał ruchomy teatrzyk o życiu Jana Pawła II dla wadowickiego muzeum, nieco wcześniej – makietę obozu przejściowego w Pruszkowie (Dulag 121 zorganizowany przez Niemców na terenie Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego dla ludności Warszawy po powstaniu 1944). W centrum Warszawy, przy Ambasadzie Niemiec stoi rzeźba „Przez Warszawę ku wolności” upamiętniająca czas uchodźctwa politycznego, której Zasadni jest współtwórcą (z Michałem Kałużnym).

Wojciech Zasadni pochodzi z gór, ma 44 lata. Ukończył liceum plastyczne w Zakopanem, a Wydział Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Jana Kucza w 1999 roku. Miał wiele wystaw indywidualnych (m.in. w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie; w Poznaniu, Lublinie, Bydgoszczy, a także w Niemczech, Austrii); uczestniczył w licznych wystawach zbiorowych w Polsce i poza krajem: Wiedeń, Praga, Moskwa, Düsseldorf. Jego dzieła są w zbiorach w Polsce i zagranicą.

KP

WERNISAŻ W GALERII GJB

WERNISAŻ W GALERII GJB

Magdalena Świercz-Wojteczek. Forty pamięci.

 

W Galerii GJB zmiana nastroju. Po kolorowych obrazach Agnieszki Strojnej mamy prezentację prac z dominującym kontrastem czerni i bieli Magdaleny  Świercz-Wojteczek. Obie wystawy łączy odwoływanie się artystek do dzieciństwa. U Agnieszki Strojnej tematem był świat zabaw dzieci, u Magdaleny Świercz-Wojteczek jest to pejzaż z pierwszych lat życia.

Jej przestrzeń wypełniały budynki na wiejskim podwórzu. Znajdowała w nich kryjówki i chowała się, aby poczuć dreszcz emocji i tajemnicę. Po latach wróciła do tych przeżyć. Jak mówi, widzi teraz  swoje dzieciństwo jakby mrużąc oczy, co pozwala jej na osobistą wypowiedź artystyczną. Wydobywa z pamięci zakamarki i nadaje im nową, nierzeczywistą, malarską formę.

Powstają charakterystyczne obrazy. Wertykalne, dość znacznych rozmiarów, wysokie do dwóch metrów, rzadko ocieplone kolorem. Magdalena Świercz-Wojteczek stworzyła własną technikę twórczości. Nawarstwia różne sposoby ekspresji. Farbę, tusz, ołówek, kredkę. Nakleja srebrne taśmy. Jej kompozycje są zdecydowane, bez upiększeń. Widać, że autorka wie, co chce przekazać, choć, przyznaje, czasem do tej klarownej wizji wiedzie ją długa, pełna wysiłku droga. Musi odrzucać pewne pomysły, aby uzyskać czysty, oszczędny komunikat, a jednocześnie nie zgubić siebie, oddać swoje przeżycie, wspomnienie, refleksję.

Prezentowany w Galerii GJB cykl dziesięciu obrazów nosi tytuł „Forty”. Dla artystki są symbolem bezpiecznego schronienia, takim, jakie były jej kryjówki na podwórku. Ale już nie zamyka się w nich szczelnie. Przez małe otwory wpuszcza do nich światło. Chce opowiadać o źródłach swojej twórczości. Byliśmy bardzo ciekawi nie tylko tych inspiracji, ale też sposobu, w jaki maluje. Czy trzyma się początkowej wizji? A może pozwala jej ewoluować w trakcie pracy?

 

Magdalena Świercz-Wojteczek ukończyła Wydział Grafiki w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 2003 roku. Dyplom z zakresu projektowania graficznego i wystawiennictwa obroniła w pracowni profesora Henryka Chylińskiego. Kolejnym zrealizowanym etapem edukacji była Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie odbyła studia podyplomowe na Wydziale Malarstwa. Obroniła doktorat.

Wykształcona jest również w kierunku tkaniny artystycznej oraz arteterapii, czyli leczenia przez sztukę. Pracuje w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, gdzie prowadzi zajęcia ze studentami.  Wystawiała swoje prace w galeriach m.in. w Warszawie, Krakowie, Kielcach, Toruniu, Bydgoszczy, Olsztynie. Pochodzi z Kielecczyzny.

KP

MALARSTWO AGNIESZKI STROJNEJ

MALARSTWO AGNIESZKI STROJNEJ

Kolor, radość, zabawa

Agnieszka Strojna. Malarstwo

 

Malarstwo Agnieszki Strojnej przenosi nas w świat dzieciństwa i zabawy. Dlatego przyjęliśmy je w naszej Galerii GJB z wielkim entuzjazmem. Dzieciństwo i zabawa są synonimami radości, beztroski i spontaniczności. Chcemy doświadczać ich jak najczęściej, choć z dzieciństwem już się pożegnaliśmy. Ale tylko oficjalnie…

Agnieszka Strojna przenosi nas zatem na place zabaw, podwórka i boiska. Spotykamy tam jej bohaterów: dziewczynkę wspinającą się po linie, chłopca, który już wsadził jedną nogę do nadmuchiwanego balonu, dzieci toczące do siebie kółka. Nie znamy ich twarzy, nieważne. Czasem, jak w przypadku tancerzy, nie widzimy więcej niż tylko nogi. Nieważne, bo wspaniale być tam razem i tańczyć, grać, chować się i wspinać, wspaniale jest znów stać się dzieckiem.

Sceny są dynamiczne, choć nie wszystkie. Na jednym z obrazów widać huśtawkę równoważną, w kształcie koników. Chyba jakiś malec właśnie z niej zszedł i przestała się bujać. Na innym ktoś przesuwa paciorki liczydeł. Robi to spokojnie, wręcz majestatycznie, wszak matematyka wymaga skupienia.

Siła oderwanych od rzeczywistości, ale oddających emocje kolorów czyni to malarstwo niezwykle witalnym. Jak szklanka świeżego soku z ulubionych owoców czy warzyw. Jak dawka energii tak potrzebna w szkolnych murach.

Agnieszka Strojna pochodzi z województwa świętokrzyskiego, gdzie, w Ostrowcu Świętokrzyskim, urodziła się w 1990 roku. Zamieszkała osiem  kilometrów na północny-zachód od niego, w ponad trzytysięcznym, mającym bogatą historię, Kunowie. Kolejnym etapem były Kielce, gdzie skończyła Liceum Plastyczne im. Józefa Szermentowskiego. Aż znalazła się w Warszawie. W Akademii Pedagogiki Specjalnej w 2014 roku obroniła dyplom, by zaraz potem rozpocząć IV rok studiów malarskich w Akademii Sztuk Pięknych. Interesuje się także rysunkiem i tkaniną artystyczną.

Jest laureatką I Międzynarodowego Triennale Rysunku Studentów Wyższych Szkół Artystycznych (Katowice, 2014). Wystawiała swoje prace m.in. na Biennale Młodych – Piękne Sztuki (Radomsko), w Galerii Rondo Sztuki (Katowice), Galerii Domu Aukcyjnego Abbey House (Warszawa), gdzie zaprezentowała się jako jedna ze zwyciężczyń konkursu vitkAc ASAP.

Jak mówi, odkąd pamięta zawsze interesował ją człowiek, a dokładnie postać. Pierwszym etapem artystycznego wyrażenia tej pasji było malowanie specjalnymi kredkami dziecięcych twarzy. Z czasem pojawiły coraz bardziej dojrzałe plastycznie portrety, sylwetki i sceny z udziałem ludzi. Agnieszka Strojna podkreśla jednak, że dla niej w sztuce, liczy się nie tylko doświadczenie i wiedza, ale też intuicja i przypadek. Pozwala jej to zapewne nadal po trosze być tą samą, małą, bystrą Agnieszką przemierzającą, jak kiedyś, okolice rodzinnych Gór Świętokrzyskich.

 

Obiekty Jacka Bojakowskiego

Obiekty Jacka Bojakowskiego

Jak nazwać sztukę Jacka Bojakowskiego? I poprzedzające pytanie: czy trzeba ją nazywać? Jest przykładem sztuki dalekiej od pierwszych z nią skojarzeń. Nie powiemy o pracach Bojakowskiego „piękne” ani  „wspaniałe”. Nie pasuje też słowo „wybitne”, bo brzmi zbyt górnolotnie.

Jacek Bojakowski pokazuje w Galerii GJB „obiekty” – swoje komentarze do świata, współczesności, czasu, ludzkich losów. Jego tworzywem są rzeczy znalezione na śmietnikach, ulicach i w innych przestrzeniach. Zestawia je ze sobą, zamyka w ramach i w ten sposób opowiada o kimś lub o czymś, albo tylko wysyła widzowi krótki sygnał do przemyśleń. Kompozycje są kilkuelementowe, a czasem bardzo oszczędne, ograniczone do samej ramy, ale niezwykłej, bo zbudowanej z kawałków drewna obmywanego przez długie lata morską wodą i rzeźbionego przez piasek.

„Obiektami” są też większe przedmioty: porzucone przez ludzi meble, lampy, żeliwne drzwiczki do pieców. Jest w nich historia pojedynczych osób i cywilizacji, w której stare zastępowane jest nowym, nowe jeszcze nowszym i ruch przedmiotów przyspiesza coraz bardziej.

W czasie wernisażu zapytaliśmy Jacka Bojakowskiego czy szuka konkretnych rzeczy, czy raczej jest liczy na przypadek. Odpowiedział, że różnie to bywa. Czasem wykonuje szkic i wie, co będzie pasować do „obiektu”. Poszukuje więc odpowiednich części planowanej kompozycji. Czasem jednak podnosi z ziemi to, co go „zawoła”. Artysta zachęcił nas, żebyśmy byli uważni i wczuwali się w to, co nas otacza. Powiedział w jednym z wywiadów: „Do rzeczy, które widzę na śmietnikach, czuję szacunek. Dla ich przeszłości i uczestnictwa w ludzkim życiu, które już mogło się skończyć”. W najbliższej przyszłości chciałby stworzyć prace dedykowane miastu Lwów i jego mieszkańcom.

Jacek Bojakowski jest lekarzem neurologiem.  Pomaga ludziom od 36 lat. Kontynuuje rodzinną tradycję. Tata był psychiatrą i pisał wiersze. Jacek Bojakowski także je pisze, niektóre w formie piosenek. Kilka jego tekstów śpiewa inny znany neurolog – Kuba Sienkiewicz, lider zespołu „Elektryczne Gitary”.

Poza obiektami Jacek Bojakowski z wielką precyzją maluje miniatury portretowe. Jest także współtwórcą programu zajęć fakultatywnych dla studentów Uniwersytetu Medycznego w Warszawie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie pod nazwą „Jeszcze więcej”. Zajęcia mają charakter otwarty. Może pojawić się na nich każdy zainteresowany. Ich celem jest pogłębianie wrażliwości lekarzy. Zdaniem Jacka Bojakowskiego większość nieporozumień między środowiskiem medycznym a chorymi i ich bliskimi wynika nie z błędów w sztuce lekarskiej, ale z braku umiejętności wymiany informacji. Zdarza się, że ze strony lekarzy nie ma zrozumienia ani choćby próby zrozumienia tego, co w danej chwili jest najważniejsze dla chorego i cierpiącego.

Jacek Bojakowski przyznaje, że we wszystkich swoich działaniach dąży do harmonii i ma nadzieję, że jest na dobrej drodze: „Robię różne rzeczy, bo prowadzi mnie chęć poznania tego, co wydaje mi się piękne, ciekawe lub pożyteczne.” W ostatnich latach wystawiał swoje prace plastyczne na wystawach w Warszawie i okolicach: „Wtórność”, „Eko Magia”, „Czasem przetkane”, a także podczas Dni Ziemi i Dnia Recyklingu. Dziś jest w naszej Galerii GJB.

KP

Tkaniny artystyczne Karoliny Lizurej

Tkaniny artystyczne Karoliny Lizurej

Karolina Lizurej rysuje nitką. Zwykle czarną. Na płótnie albo białej bawełnie. Ręcznie. Czasem delikatnie snuje swoją opowieść, a bywa, że mocno ją zagęszcza. Powstają wtedy sploty, niemal supły. Momenty napięcia. Pojawia się też kolorowa nić, ale rzadko. Wijąca się barwa zaskakuje, ale zawsze jest powód, dlaczego artystka ją dodała.

Prace Karoliny Lizurej pokazuje Galeria GJB. Autorkę gościliśmy na wernisażu w drugi dzień grudnia 2014 roku. Mieliśmy wiele pytań, bo twórczość Karoliny Lizurej ma osobisty ton i wywołuje emocje. Pytaliśmy więc o inspiracje, warsztat i przekaz jej wyjątkowych rysunków.

Punktem wyjścia dla tkanin artystycznych Karoliny Lizurej są szkice na papierach. Głównym tematem jest człowiek. Ktoś spotkany przez autorkę, zauważony przez nią, znajomy albo przypadkowy przechodzień, ktoś z teraźniejszości albo przeszłości. Niesie swoją historię, coś skrywa albo o czymś opowiada. To może być dziewczynka z warkoczami, chłopiec w ciężkich butach, matka, a także dziewczyna  z Powstania Warszawskiego, Panna Morowa. Ludzie Powstania są ważnym wątkiem prac Karoliny Lizurej. Portretuje swoich bohaterów nie odsłaniając ich do końca, co podkreśla ustawienie ich bokiem albo nawet tyłem do widza.

Jej tkaniny są jak chorągwie. Mają znaczenie, swój wewnętrzny ciężar, symboliczną wartość. One nie mają się podobać, ale mówić. Skojarzenie z chorągwiami sugerują formaty tkanin, prostokąty wieszane w pionie, długie, dwumetrowe i trochę krótsze. Autorka powiedziała nam, że nad jedną tkaniną pracuje średnio czterdzieści godzin.

Karolina Lizurej

w tym roku z wyróżnieniem obroniła dyplom na Wydziale Malarstwa w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (aneksy z tkaniny artystycznej i rysunku). Dodatkowo studiuje na tej uczelni konserwację i zapisała się na studia doktoranckie na malarstwie. Jest laureatką licznych nagród, m.in. dwukrotnie (w 2012 i 2013 roku) otrzymała nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  W 2012 roku przywiozła laury z III Międzynarodowego Triennale Tkaniny Artystycznej w Bratysławie oraz V Międzynarodowego Triennale Rysunku we Wrocławiu. Kilka tygodni temu, w listopadzie, znalazła się w czteroosobowym gronie zwycięzców Nagrody Artystycznej Siemensa.

Karolina Lizurej pochodzi z Truskolasów w województwie śląskim (ciekawostka: to także rodzinna wieś Jakuba Błaszczykowskiego, słynnego piłkarza, reprezentanta drużyny narodowej). Urodziła się w 1990 roku w Tychach. Ukończyła Ogólnokształcącą Szkołę Sztuk Pięknych w Częstochowie. Jej prace były już wystawiane nie tylko w różnych miastach Polski, ale także w Czechach, na Słowacji i Węgrzech.

KP

Grafiki Agnieszki Cieślińskiej-Kaweckiej

Grafiki Agnieszki Cieślińskiej-Kaweckiej

Centrum grafik Agnieszki Cieślińskiej-Kaweckiej prezentowanych w Galerii GJB jest człowiek. Zatrzymany w Historii dziejów i własnej. Jeden z nas. Nikt konkretny, ale wyjątkowy. Może ja? Niesie w sobie zapis tego, co przeżył i co przemyślał. Nie wie, co przed nim. Jest zadumany, poważny i niemy. Kryje swoją tajemnicę i pewnie chciałby wiedzieć, co go czeka, niepokoi się albo płynie rytmem życia wolny od troski. Bo będzie, co mu pisane.

Agnieszka Cieślińska-Kawecka tworzy swoje postaci. Łączy cytaty z prac wielkich dawnych artystów z własnymi formami kompozycyjnymi, co ilustrują jakby zszycia nicią, ściegi kresek. Prowadzi dialog z mistrzami. Zderza delikatność ich rysunków twarzy czy dłoni kobiet, mężczyzn i dzieci z mocnymi w kolorze i kształcie płaszczyznami. Dzięki temu kontrastowi powstaje napięcie oddziaływujące na widza i zachęcające do refleksji nad ludzkim życiem. Nie zawsze opowieści artystki uderzają w poważny ton, czasem wydobywają się z nich dowcip i mrugnięcie okiem. A gdzieś jakby na marginesie pojawiają się drobne szczegóły, jakieś zapisy pojedynczych liter czy ciągu słów.

Inspirację czerpie z obserwacji ludzi. Nie robi tego nachalnie, tylko z czułością. Wtopiona w tło staje się niewidzialna dla swoich obiektów. Wenę dają jej też książki, a jako że nie da się jednocześnie szkicować i czytać, słucha audiobooków, różnych stylistycznie, od Szekspira po skandynawskie kryminały, ale zawsze dających powody, by zastanowić się nad ludzkimi losami. „Moje formy ukształtowane są na miarę i obraz człowieka. Figura graficzna, jak forma krawiecka, przylega do ciała. Bierze z niego miarę, zatrzymuje się na jego powierzchni, próbując stworzyć nowy obraz istoty ludzkiej” – mówi Agnieszka Cieślińska-Kawecka.

 

 Agnieszka Cieślińska-Kawecka

Jest profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Na Wydziale Grafiki prowadzi pracownię w Katedrze Grafiki Warsztatowej. Została na swojej uczelni, którą ukończyła w 1991 roku. Pochodzi z Grodziska Mazowieckiego.

Wielokrotnie wystawiała swoje prace w kraju i za granicą, m.in. w USA, Japonii, Włoszech, Egipcie, Francji i Tajwanie. Niedawno, w styczniu 2014 roku wystawa jej grafik w Stambule zainaugurowała obchody 600-lecia stosunków polsko-tureckich. Jej prace są w zbiorach m.in.: Frans Masereel Centrum w Belgii, The New York Public Library, w The Naka-Tosa Museum of Art (Japonia), The Bibliotheca Alexandrina (Egipt), w Warszawie w Muzeum Narodowymi i w Galerii Studio, a także w Zbiorach Watykańskich.

Zdobyła wiele nagród, w tym liczne w kolejnych edycjach konkursu Grafika Warszawska. Już w 1991 roku otrzymała Stypendium Fundacji im. Tadeusza Kulisiewicza. Dwukrotnie prestiżowymi laurami uhonorowali ją Japończycy (1996 – IV nagroda The 3rd Kochi International Triennial Exhibition of Prints, 1999 – The Naka-Tosa Museum of Art, The 4th Kocha International Triennial Exhibition of Prints).

Lech Okołów – rysunek i malarstwo

Lech Okołów – rysunek i malarstwo

„Warszawa 1944”

Wystawą twórczości Lecha Okołowa Galeria GJB inauguruje kolejny sezon działalności. To artystyczne wydarzenie wpisuje się w moment uroczystego rozpoczęciem roku szkolnego 2014/2015 w naszym gimnazjum.

Wybór autora prezentowanych prac i ich temat nie są przypadkowe. Włączamy się nową wystawą w obchody 70. rocznicy Powstania Warszawskiego.

Lech Okołów miał jedenaście lat, gdy wybuchło Powstanie, niewiele mniej od nas. Jego trochę starsza siostra Krysia, nasza rówieśnica, została łączniczką w zgrupowaniu „Kryska”. Zmarła w wyniku odniesionych ran. Lech Okołów przeżycia wojenne, powstańcze i z obozu przejściowego w Pruszkowie nosi w sobie do dziś. Przekłada je na język sztuki od lat młodzieńczych, co dokumentują jego wczesne rysunki, pokazywane aktualnie w Galerii GJB. Silne oddziaływanie na widzów mają inspirowane wojną obrazy Lecha Okołowa z dojrzałego okresu twórczości.

Lech Okołów jest artystą wybitnym. To zaszczyt, że możemy tak blisko obcować z jego dziełami. Wypracował swój własny, rozpoznawalny na świecie styl. Malarstwo Okołowa nie chce się podobać ani tym bardziej przypodobać gustom. Nie można o nim powiedzieć, że jest ładne czy dekoracyjne i pasuje do wnętrza. Ma przemawiać, poruszać  emocje i zostawać w pamięci. Okołów stosuje mocne kolory. Kształty obrysowuje wyraźną linią. Zaskakuje odwagą kompozycji. Formaty obrazów często dominują w zamkniętych przestrzeniach. Jest to malarstwo siły i ducha.

Temat Powstania Warszawskiego Lech Okołów upamiętnił również w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej przy ulicy Zagórnej na warszawskim Czerniakowie, gdzie przed laty jego i rodzinę zastał wybuch Powstania. W świątyni powstało sgraffito i tablice poświęcone żołnierzom zgrupowań „Kryska” i „Radosław”.

Poza Powstaniem Okołów wraca często w swojej sztuce do wątków związanych z dynamiką miast, maszyn i sportu. Wyciszenie przynoszą mu tematy sakralne i wędrówki w wyobraźni do egzotycznych miejsc.

Lech Okołów jest także autorem wielu realizacji malarstwa monumentalnego i witraży. W młodości był sportowcem, pasjonował go zwłaszcza oszczep.

Miał dotychczas ponad czterdzieści wystaw indywidualnych w Polsce i za granicą. Jego dorobek posiadają liczne muzea – m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego – i galerie oraz kolekcjonerzy prywatni.

Jest laureatem licznych nagród, m.in. Nagrody Głównej na Ogólnopolskim Salonie Plastyki im. Jacka Malczewskiego w Radomiu w 1978 roku oraz I Nagrody w Dziedzinie Malarstwa na Olimpijskim Konkursie Sztuki.

Uzyskał dyplom w pracowni profesora Aleksandra Kobzdeja w warszawskiej ASP na Wydziale Malarstwa w 1959 roku. Cztery lata później współtworzył i był członkiem legendarnej grupy malarzy i rzeźbiarzy Rekonesans.

 

Malarstwo emocji Łukasza Majcherowicza

Malarstwo emocji Łukasza Majcherowicza

Obrazy  Łukasza Majcherowicza, które na zakończenie roku szkolnego 2013/2014 prezentuje nasza Galeria GJB, przyciągają uwagę widza. To jest siła prawdy tej twórczości. Łukasz Majchrowicz maluje swoje stany emocjonalne, przemyślenia, swoją ścieżkę życia. Odsłania siebie, nie tylko aby swoiście pisać osobisty pamiętnik, ale innych zachęcić do kontemplacji i refleksji.

Artysta prowadzi nas w głąb siebie poprzez tematy – które czasami nie są od razu czytelne dla postronnych – i formę malarską. Jednym z jego ulubionych motywów jest ciągła linia. Ciągła, ale jednak połamana, przywołująca skojarzenia z labiryntem – jednym z symboli ludzkiego losu. Rozpoznajemy też motyw krzyża. Oczywisty jest również temat ludzkiej twarzy. Nie jest jednak portretem w najbardziej powszechnym rozumieniu. Z rozpoznawalnymi rysami i cechami charakteru. Domyślamy się, że artysta upamiętnił w tym dziele siłę swojego związku z portretowanym.

Natomiast forma malarska Łukasza Majcherowicza świadczy o jego doświadczeniu. Bardzo podobają się nam zestawienia kolorów, różnorodność użytych farb i technik oraz formatów.

Obrazy Łukasza Majcherowicza wydają się nam liryczne i delikatne, ciche, może nawet skromne, a jednocześnie drążą, bywa że aż do bólu, wrażliwość widza. Łukasz Majcherowicz mówi, że zależy mu na tym, aby wprowadzać widza w świat obrazu. Na pewno osiąga ten cel.

 

Biogram Łukasza Majcherowicza

– studia malarskie w poznańskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, a następnie na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – dyplom z wyróżnieniem w pracowni malarstwa prof. Stefana Gierowskiego i aneks w pracowni malarstwa ściennego prof. Edwarda Tarkowskiego

– jest wykładowcą warszawskiej ASP w Pracowni Technik i Technologii Malarstwa Ściennego

– zajmuje się rysunkiem, malarstwem sztalugowym i monumentalnym; ma uprawnienia do prowadzenia prac konserwatorskich w dziedzinie malarstwa ściennego

– autor wielu polichromii ściennych autorskich i rekonstruktorskich oraz wykonawca prac konserwatorskich i renowacyjnych

– wystawia swoje prace od 1986 roku; specjalizuje się w tradycyjnych technikach malarskich

 

Wernisaż prof. Błażeja Ostoi Lniskiego

Wernisaż prof. Błażeja Ostoi Lniskiego

Przestrzeń Galerii GJB zapełniły tym razem grafiki. Ich autor, profesor Błażej Ostoja Lniski był naszym gościem w czwartek 3 kwietnia. Tego dnia uroczyście otworzył u nas swoją wystawę.

Wyciszenie jest chyba pierwszym stanem, którego doświadczamy patrząc na dziesięć spójnych prac profesora Ostoi Lniskiego. Dzieje się tak dzięki zastosowanym przez twórcę środkom artystycznym. Kolory ograniczone do minimum, subtelne wzory, jednolite wymiary, około metr na siedemdziesiąt centymetrów. Biel, czerń, srebrny i złoty układają się w abstrakcyjne przedstawienia poruszające wyobraźnię. – Formy na grafikach profesora Ostoi Lniskiego uplecione są z delikatnej tkanki nachodzących na siebie elementów, wśród których jeden stanowi dominantę – opisuje Grzegorz Mroczkowski, kurator wystaw w Galerii GJB.

Podczas spotkania interesowała nas także technika tworzenia zaprezentowanych dzieł. Dowiedzieliśmy się, że są to litografie i serigrafie, zwane inaczej drukiem sitowym albo sitodrukiem. Litografie zalicza się do druku płaskiego, w którym rysunek przeznaczony do powlekania wykonuje się na kamieniu litograficznym. Kamienie te są bardzo kosztowe, ponieważ jest ich bardzo niewiele na świecie. – Chłód i statyczność kamienia, jego niewzruszone piękno i skrywane bogactwo poruszają mnie do głębi, skłaniając do próby ożywienia jego martwej bryły – tak o kamieniu litograficznym opowiadał profesor Ostoja Lniski podczas jednej ze swoich licznych wystaw. W serigrafii natomiast formą drukową jest szablon nałożony na drobną siatkę tkaną, metalową lub z włókien syntetycznych. Wykonanie odbitki polega na przetłaczaniu farby przez matrycę.

Profesor Błażej Ostoja Lniski prowadzi na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pracownię litografii. Nazywa ją manufakturą ze względu na pielęgnowanie tradycyjnego, tak zwanego warsztatowego  podejścia do grafiki, co nie oznacza jednak , że drzwi pracowni zamknięte są dla nowoczesności. Przeciwnie, studenci próbują swoich sił w tym, co utrwalone przez wieki i w tym, co przynoszą nasze czasy.

Może być zaskoczeniem, że nasz gość nie ukończył Wydziału Grafiki na akademii, ale Wydział Malarstwa. Kierunek, z którego wyrósł otworzył przed nim nowe możliwości. W jednym z wywiadów mówił, że przetłumaczył pewne właściwe litografii gesty i cechy na język malarstwa i włączył je do swojej twórczości. A z drugiej strony typowe dla litografii podejście do kwestii powielania przeniósł do swego malarstwa.

Bio. prof. Błażeja Ostoi Lniskiego

Dyplom z wyróżnieniem na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni profesora Rajmunda Ziemskiego. Aneks z litografii w pracowni profesora Władysława Winieckiego.

Zaraz po skończeniu studiów, w 1999 roku związał się zawodowo z macierzystą uczelnią.

Jest profesorem sztuk pięknych, kierownikiem pracowni litografii. Od 2012 roku pełni funkcję dziekana Wydziału Grafiki.

Urodził się w Czersku, w 1974 roku.

 

Wystawa Michała Borysa

Wystawa Michała Borysa

W Galerii GJB gościliśmy przez kilka tygodni obrazy Michała Borysa. Wprowadzały spokój i harmonię do naszej szkoły. Tematem prezentowanych dzieł jest martwa natura. Twórca pokazuje butelki o pięknych kształtach, kubki, talerze, ręczniki, serwetki. Łączy je w zbiory albo jeden przedmiot czyni głównym bohaterem obrazu. Zastygła codzienność, bliska każdemu. Jedyny ruch wprowadzają namalowane gdzieniegdzie małe ptaszki.

W tych prostych tematach ukrywa się siła przekazu. Martwa natura stanowi pole do rozważań czysto artystycznych. Michał Borys szuka najlepszych zestawień kolorystycznych, idealnej kompozycji i najlepszego światła. Szuka piękna i ładu w sztuce oraz w otaczającej nas rzeczywistości. Przedmioty przestają być banalne i stają się symbolami ludzkich czynności.

***

Michał Borys jest profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie uczy rysunku studentów pierwszego roku. Od dwóch lat pełni tam także funkcję prodziekana Wydziału Malarstwa. Pozostał na macierzystej uczelni. Warszawską ASP ukończył z wyróżnieniem w 1995 roku. Dyplom obronił w pracowni profesora Zbigniewa Gostomskiego, a aneks w pracowni Technologii i Technik Malarstwa Ściennego.

Koncentruje się na malarstwie sztalugowym i rysunku. Miał piętnaście wystaw indywidualnych. Brał udział w wielu wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. Jest warszawiakiem, urodził się w 1970 roku.  Żałujemy, że nie mógł odbyć się zaplanowany wernisaż. Mamy jednak nadzieję na spotkanie z twórcą w Galerii GJB przy innej okazji.

 

 

Wernisaż Edyty Bystroń

Wernisaż Edyty Bystroń

Prace Edyty Bystroń niezwykle nas zaciekawiły. Zawisły w Galerii GJB na około dwa tygodnie przed oficjalnym otwarciem wystawy. Przyglądaliśmy się im na przerwach. Wracaliśmy do nich. A wraz z pracami zainteresowała nas ich autorka. Dlatego z niecierpliwością czekaliśmy na wernisaż. Odbył się w czwartek, 5 grudnia, tuż przed pierwszym w tym roku atakiem zimy.

Dlaczego zaciekawienie? Edyta Bystroń zajmuje się formą sztuki, z którą łatwo się nam komunikuje. Jest autorką komiksów. Podczas wernisażu powiedziała, że tematy czerpie z życia, obserwacji codzienności, a także z filmów, które mocno do niej przemawiają. Jeśli coś szczególnie zwróci jej uwagę, to od razu robi notatki i szkice, potem doszlifowuje zarys scenariusza i tworzy swoją opowieść.

Tematem podstawowym Edyty Bystroń jest człowiek, często zagubiony, pełen kompleksów, wrażliwy, nieprzystający do rzeczywistości. Jej bohater szuka swojego miejsca i przyjaznych ludzi. Boi się odrzucenia, chce się dzielić swoimi emocjami. Bardzo przemawiają do nas historyjki Edyty Bystroń. Każdy może w nich odnaleźć cząstkę siebie i fragmenty swoich przeżyć. Nie sposób przejść obok nich ot tak sobie. Rozśmieszają albo wzruszają, można je polubić, można z nimi podyskutować.

Charakterystyczne, że Edyta Bystroń rysuje komiksy na różnych podłożach, bez zbędnej celebracji. To nie są błyszczące brystole, ale kartki, karteczki, karteluszki, dzięki czemu ich siła jest większa, są autentyczne. A jednocześnie widać, jak panuje nad materią komiksu. Nad kadrowanie, marginesami czy liternictwem.

Podczas wernisażu mieliśmy pytania do artystki. Chętnie nam odpowiadała i dziękowała za miłe przyjęcie. Wróci do nas już wkrótce. W styczniu poprowadzi dla nas warsztaty komiksu.

***

Edyta Bystroń jest jeszcze studentką. Kończy Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Malarstwa. Jest znana w środowisku twórców komiksu i zinów. Komiksem zajmuje się także jej siostra Marta.

Poza komiksem Edyta Bystroń wykonuje batiki i gobeliny. Przyznaje, że lubi malować i rysować. Swoje komiksy publikuje jako ziny, które sama robi. Ma swoją stronę: www.mei.art.pl  Mei to jej pseudonim artystyczny.

Brała udział w licznych wystawach komiksów, tkanin i batików. Już zbiera pierwsze nagrody. W 2011 roku odebrała tytuł Artysta Roku od portalu komiksomania.pl, dwa lat później została nagrodzona w konkursie Bright Spring.

Wystawa Uli Łojko-Smogorzewskiej

Wystawa Uli Łojko-Smogorzewskiej

Ula Łojko-Smogorzewska w Galerii GJB pokazuje prace olejne. Jej obrazy zwracają uwagę siłą barw i gestu, geometrycznymi podziałami, niewielką liczbą elementów kompozycyjnych. Wśród nich odczytujemy postacie, architekturę, pejzaż i jego wybrane składniki, ale powstałe dzieła są abstrakcyjne. Autorka kondensuje przekaz. Zdaje się zadawać ważne, podstawowe pytania, jakie stawiają sobie współcześni. O rolę, jaką pragną pełnić, o miejsce, jakie chcą zajmować, a może o przestrzeń, w jakiej chcą żyć.

Ula Łojko-Smogorzewska przyznaje, że jej duchową przestrzenią są dolina Łopienki i osada Łopienka w Bieszczadach. Do końca II wojny światowej żyli tam miejscowi, często od pokoleń, od XVI stulecia, kiedy wieś powstała. A w 1945 roku przestała istnieć. Nowa władza ludzi wysiedliła, ich domostwa i gospodarstwa zniszczyła wojna i dramatyczne lata krótko po niej. W ruinę popadła piękna cerkiew datowana na połowę XVIII wieku. Miała jednak szczęście, od pewnego czasu jest stopniowo odbudowywana. Wrócił też na swoje miejsce cudowny obraz Matki Bożej, choć kopia, ale też słynąca łaskami.  Oryginał znajduje się w pobliskim kościele w Polańczyku. Cerkiew w Łopience zanurzona jest w zachwycającym otoczeniu, wśród gór i bujnej roślinności. Tam wraca Ula. Tam znajduje inspirację, w modrzewiach, sosnach, w jasnych kamieniach, z których powstała świątynia.

Obok klasycznego malarstwa olejnego Ula Łojko-Smogorzewska pracuje w batiku i ceramice. W pracy artystycznej najchętniej sięga po materiały najprostsze, naturalne, jak surowy len, drewno, glina.

Bio. Uli Łojko-Smogorzewskiej

W 2011 roku wystawą „Potok Cerkiew Lipa” obroniła dyplom malarski z wyróżnieniem rektorskim na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Dyplom w pracowniach: malarstwo – prof. Marian Czapla, aneks z rysunku – prof. Marek Wyrzykowski, aneks z wiedzy o działaniach i strukturach wizualnych – prof. Jacek Dyrzyński, tkanina artystyczna – prof. Dorota Grynczel, ceramika – dr Piotr Lorek.

Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2010/2011.

Laureatka wyróżnień w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w dziedzinach: malarstwo sztalugowe, rysunek, struktury przestrzenne.

Wystawiała indywidualnie  i zbiorowo malarstwo, rysunek, ceramikę, filc, tkaninę artystyczną, obiekty, instalacje przestrzenne w ramach autorskich projektów oraz współpracy m.in. z Fundacją Kultury i Sztuki PRO-ARTE, Galerią Rektoratu Akademii Sztuk Pięknych Aula, Galerią Działań Freda Ojdy, Galerią Nigdy-Nigdy, Domem Literatury w Warszawie, Symfonią Varsovią, Galerią pod Bazyliką w Berlinie, Międzynarodowym Centrum Ceramiki w Bolesławcu, Galerią Zapiecek w Warszawie.

Wystawa Tomasza Milanowskiego

Wystawa Tomasza Milanowskiego

Pierwsze, powierzchowne spojrzenie na malarstwo Tomasza Milanowskiego prezentowane na wystawie w naszej Galerii GJB pozostawia w pamięci temat prac artysty. Kwiaty, raczej ten sam jasny kwiat, w wielu, ale podobnych do siebie odsłonach, chyba wodny, oto płynie na obszernym liściu. Nie wiemy gdzie i kiedy. Czy gdzieś w stawie w warszawskim parku? A może w egzotycznej krainie?

Chwila bliższego spotkania ze sztuką Milanowskiego odsłania jej poziomy. Kwiatowy temat jest tylko punktem wyjścia do popisu malarskich umiejętności artysty. Z pełną świadomością zestawia ograniczoną paletę kolorów. Maluje swobodnie, z gestem. Wydobywa światło kojarzone z różnymi porami dnia. Obrazy Milanowskiego są pozornie podobne. Każdy opowiada inną historię i ujawnia klasę artysty.

Kwiaty są jednym ze znaków rozpoznawczych Tomasza Milanowskiego. Przed nim było wielu malarzy, którzy w kwiatach dostrzegli wyzwanie. Mistrzem wśród nich był Francuz Claude Monet (1840-1926), jeden z twórców impresjonizmu. Dialog Milanowskiego z Monetem tym bardziej wydaje się prawdopodobny, gdy przypomnimy sobie, że sławny impresjonista kupił łódź, na której zbudował atelier, by móc z bliska obserwować rośliny żyjące na wodzie… Wielokrotnie malował wodne lilie, może tak często jak soczyste czerwienią pola maków… Atrakcyjne przykłady powiązań Milanowskiego ze znamienitymi twórcami można mnożyć.

Ale kwiaty to także ulubiony temat malarski każdego dziecka, choć może częściej dziewczynek. To temat archetyp, naturalnie bliski ludziom, tak jak inne cuda przyrody, drzewa czy zwierzęta. Bukiety malują też z upodobaniem amatorzy i chyba nie ma domu, w którym – jeśli w ogóle wiszą obrazy –nie byłoby kwiatowego dzieła.

Kwiaty Milanowskiego nie mają jednak w sobie prostej dekoracyjności. Poruszają wrażliwość odbiorcy poprzez współczesne ujęcie, siłę prawdziwej sztuki i osobistą interpretację.

Bio. Tomasza Milanowskiego

W latach 1993-1998 studiował na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, m.in. w pracowni prof. Stefana Gierowskiego oraz prof. Jarosława Modzelewskiego. Dyplom Milanowskiego, obroniony w pracowni prof. Krzysztofa Wachowiaka, wyróżniono Nagrodą Rektorską. Aneks Milanowskiego powstał w pracowni malarstwa ściennego pod kierunkiem prof. Edwarda Tarkowskiego.

Ma w dorobku wiele wystaw indywidualnych oraz zbiorowych w kraju i za granicą. We wrześniu 2013 roku dopisał do tej listy wystawę w Galerii GJB.

Współtworzył scenografię malarską w Muzeum Ikon w Supraślu.

Pracuje na stanowisku adiunkta na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie. W 2012 roku uzyskał tytuł doktora habilitowanego. Stypendysta Pollock-Krasner Foundation w Nowym Jorku, ufundowanej w 1985 roku przez dwoje wybitnych malarzy ekspresjonistów XX wieku, Jacksona Pollocka (1912-1956) i Lee Krasner (1908-1984).

Wystawa litografii Beaty Kołakowskiej

Wystawa litografii Beaty Kołakowskiej

Galeria GJB prezentuje kolejnego twórcę. W czwartek, 6 czerwca odbył się wernisaż prac Pani Beaty Kołakowskiej, której ulubioną formą przekazu artystycznego jest litografia. I właśnie grafiki wykonane tą techniką wypełniają naszą galerię. Tytuł wystawy jest prostym komunikatem: „Litografie, 2013”.

Talent bohaterki wydarzenia przyciągnął grono Gości. Wśród nich byli: Pani Paulina Rymkiewicz-Kalinowska, prezes Fundacji Gessel dla Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Pan Profesor Wiesław Bieńkuński, którego prace Galeria GJB prezentowała poprzednio. Na wernisażu prac Pani Kołakowskiej społeczność gimnazjum reprezentowali Pani Joanna Białobrzeska, założycielka GJB  i Pan Piotr Roszko, nasz dyrektor. Wystawę otworzył Pan Grzegorz Mroczkowski, kurator wszystkich wystaw w Galerii GJB, adiunkt Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Wdzięczni Pani Beacie Kołakowskiej, podziwialiśmy jej prace i mieliśmy do niej pytania. Chętnie odpowiadała oraz  wyjaśniała tajniki swego warsztatu i źródła inspiracji. Przyznała, że już od studiów upodobała sobie litografię. Przez dłuższy czas, po ukończeniu nauki, nie miała jednak dostępu do warsztatu, dlatego musiała rozstać się z techniką dającą jej największą satysfakcję. – Nie był to jednak czas stracony. Przez ponad cztery lata byłam obserwatorem szkockiego życia artystycznego. Zobaczyłam wiele wystaw wybitnych dawnych i współczesnych mistrzów. Sama też brałam udział w różnych projektach – opowiadała.

Obecnie ma do dyspozycji warsztat litograficzny w miejscu pracy, w swojej pracowni na uczleni. – Wydobywam z siebie emocje i obrazy nagromadzone przez lata. Odkrywam na nowo piękno barwnej litografii i bawię się nią – opisuje.

W Galerii GJB prezentuje cykl barwnych litografii o wymiarach 50X70 centymetrów. Są częścią pracy pod roboczym tytułem „Fantomowie”. Cykl zainspirował przedwojenny poradnik medyczny „Die Arztin im Hause” autorstwa doktor medycyny Jenny Spinger, a wydany w Dreźnie w 1927 roku. – Fascynuje mnie ludzkie ciało od strony medycznej, niemal „mechanicznej”, ale traktuję je przede wszystkim jako doskonałą, żywą formę ujawniającą inną, pozazmysłową rzeczywistość – wyjaśniła Pani Beata Kołakowska.

Dodała, że często wykorzystuje gotowe ilustracje i tworzy własne kolaże techniką algrafii bądź przedruku z kamienia litograficznego. Wykonuje też prace tuszem na kamieniu. Są następnie odpowiednio preparowane i drukowane. Artystka posługuje się również szablonami i maskami. Większość jej prac to odbitki autorskie, bez nakładu. – Niespodzianka jako efekt „niekontrolowanego przypadku” jest moim zdaniem największym atutem technik pośrednich – podkreśliła na zakończenie spotkania.

 

Nota biograficzna:

Beata Kołakowska jest asystentką w Pracowni Sztuki Krajobrazu przy Architekturze Krajobrazu w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Organizuje wystawy międzynarodowe i bierze udział w wystawach w kraju i zagranicą. Należy do stowarzyszeń artystycznych w Szkocji. Ukończyła uczelnię, gdzie teraz pracuje. Jej kierunkiem była Edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych. Kształciła się także w Edynburgu. Dyplom po tytułem „Manekiny” obroniła w pracowni litografii u Pana Profesora Wiesława Bieńkuńskiego w 2003 roku. Urodziła się w Olsztynie, w 1978 roku.

 

Wystawa prof. Wiesława Bieńkuńskiego

Wystawa prof. Wiesława Bieńkuńskiego

Wernisaż wystawy „Grafika” w Galerii GJB uświetniło przybycie twórcy prezentowanych dzieł – profesora Wiesława Bieńkuńskiego. Rozmawialiśmy o technice, w której specjalizuje się autor, a także o przekazie jego prac. Bezpośredni kontakt z doświadczonym artystą plastykiem wspaniale uświadamia jak wielkie są przestrzenie sztuki. Dobrze, gdy można znaleźć w nich swoje miejsce i poprzez twórczość wyrażać siebie, własne postrzeganie świata i szukać porozumienia z odbiorcą. Nawet dla jego jednego zachwytu, pojedynczego dreszczu emocji, dla jednej refleksji warto wyjść mu naprzeciw.
Profesor Wiesław Bieńkuński jest związany z warszawską Akademią Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej. Tam, w Instytucie Edukacji Artystycznej, prowadzi stworzoną przez siebie Pracownię Grafiki Warsztatowej.

Ukończył Wydział Grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom z grafiki warsztatowej obronił w pracowni prof. Zenona Januszewskiego, a aneks z malarstwa – w pracowni prof. Jerzego Tchórzewskiego. Za dyplom z grafiki otrzymał Nagrodę Rektora ASP. Było to w roku 1982.

Miał dotychczas ponad trzydzieści wystaw indywidualnych. Uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. Pokazywał prace w kraju, a także zagranicą, m.in. w Niemczech, Francji, Holandii, Rosji, Szwecji, we Włoszech, USA. Jest laureatem licznych nagród za działalność artystyczną i pedagogiczną.

Wystawa Elwiry Sztetner

Wystawa Elwiry Sztetner

W Galerii GJB odbył się pierwszy wernisaż. Uroczyście otworzyliśmy wystawę tkanin artystycznych Elwiry Sztetner, asystentki w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Bohaterkę wydarzenia przedstawił Grzegorz Mroczkowski, kurator naszych wystaw, adiunkt ASP. Przypomniał, że Galeria GJB prezentowała już kilkoro artystów. Zadeklarował, że od teraz każdą wystawę wzbogaci wernisaż, dla społeczności naszego gimnazjum będący okazją do bezpośredniego spotkania z twórcą i jego dziełem.

Elwira Sztetner sięga po materiały eksperymentalne, niekojarzone z tkaniną. W Galerii GJB pokazuje obrazy utkane z papieru gazetowego. Nad jedną większą pracą tego typu skupiona jest niemal przez rok. To dla niej, jak przyznaje, rodzaj medytacji.

Elwira Sztetner pracuje w Pracowni Tkaniny Artystycznej prowadzonej przez prof. Dorotę Grynczel. Z warszawską ASP związana jest od studiów, od 2001 roku. Aktywnie bierze udział w wystawach w kraju i zagranicą. Jest nagradzana, m.in. wyróżnił ją wojewoda mazowiecki w 2006 r. Otrzymała wówczas nagrodę im. Józefa Szajny.

 

 

Wystawa Sylwestra Piędziejewskiego

Przez dwa pierwsze miesiące 2013 roku Galeria GJB gości prace malarskie Sylwestra Piędziejewskiego. Jest to twórca, można powiedzieć, niezwykle „rozmalowany”. Śmiało wykorzystuje paletę kolorów. Nasyca nimi płótna. Barwy się mienią i układają w zarysy tematów, po które malarze sięgają od wieków. Bukiety, rozświetlone pejzaże, architektura w plenerze, gdzieniegdzie postaci. Tematy odwieczne, ale Sylwester Piędziejewski wypracował własny styl. To twórczość  inspirowana zachwytem nad naturą , podana w bardzo współczesny, często skrótowy i symboliczny sposób.

 

Bio. Sylwestra Piędziejewskiego:

W latach 1989 – 1994 studiował na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Uczelnię ukończył z wyróżnieniem w pracowni profesora Rajmunda Ziemskiego. Aneks do dyplomu uzyskał w pracowni Technologii Malarstwa Ściennego pod kierunkiem profesora Edwarda Tarkowskiego.

Pracuje w macierzystej ASP w pracowni Technologii Malarstwa Ściennego. W roku 2009 obronił pracę doktorską i awansował na stanowisko adiunkta.

Zajmuje się malarstwem sztalugowym i ściennym. Jest autorem wielu realizacji ściennych w kraju i zagranicą. Przeprowadzał renowacje cennych polichromii.

Urodził się w 1966 roku.

Wystawa Macieja Czyżewskiego

W grudniu 2012 i w styczniu 2013 swoje prace malarskie zaprezentował w Galerii GJB Maciej Czyżewski. Tematem jego obrazów są ptaki, a dokładnie gołębie znane wszystkim warszawiakom. W pięknych, prostych kompozycjach Macieja Czyżewskiego pospolite ptaki stają się nośnikami ważnych refleksji o przemijaniu i odradzaniu, o samotności i poszukiwaniu bliskości, a także o pamięci. Na jednym z obrazów gołębie występują w historycznym kontekście. Oto przycupnęły przy murze z napisem „1944” i znakiem Polski walczącej.  Pada w to miejsce  światło z jakiś otwartych na wprost drzwi. I jakby czas się cofa do tamtego roku i tamtych wydarzeń, które zmieniły Warszawę na zawsze, ale ptaki pozostały te same.

 

Bio. Macieja Czyżewskiego

W 2010 roku ukończył studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Malarstwa, gdzie otrzymał dyplom z wyróżnieniem w pracowni profesora Krzysztofa Wachowiaka. Aneks do dyplomu obronił w pracowni Technologii Malarstwa Ściennego pod kierunkiem profesora Edwarda Tarkowskiego.

Finalista konkursu Siemiens 2010.

Od 2010 roku jest zatrudniony w ASP na Wydziale Malarstwa w pracowni prowadzonej przez profesora ASP Artura Winiarskiego i w pracowni rysunku, którą kieruje profesor ASP Joanna Gołaszewska.

Urodził się w 1985 roku.

Wystawa Tomasza Sadleja

We wrześniu i w październiku 2012 roku w Galerii GJB była prezentowana wystawa artysty Tomasza Sadleja, który zajmuje się malarstwem, tkaniną, drobnymi formami przestrzennymi i filmem animowanym.

Bio. Tomasza Sadleja:

Urodzony w 1964 r. w Warszawie.

W latach 1990-1995 studiował Architekturę Wnętrz i Malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom z malarstwa uzyskał w 1995 roku w pracowni prof. Ryszarda Winiarskiego.

W 2002 r. uzyskał kwalifikacje I stopnia w zakresie dyscypliny artystycznej malarstwo na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie, w 2010 r.- tytuł doktora habilitowanego na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 2005 r. wykładowca Akademii Pedagogiki Specjalnej (APS) im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Od 2007 r. pracownik Instytutu Edukacji Artystycznej APS.

Brał udział w międzynarodowych festiwalach filmów animowanych w Paryżu (1996), Kijowie (1996) i Toronto (1997). Miał wystawy indywidualne i zbiorowe w kraju i zagranicą, m. in. Łodzi (1998, 2001), Warszawie (1998, 2004, 2010), Warszawie – Hamburgu (2000), Trójmieście (2001), Krakowie (2005).

Tomasz Sadlej tak określa swoją drogę artystyczną: „W procesie twórczym jestem zainteresowany przenikaniem strefy sacrum i profanum oraz stykiem elementów subtelnych i uniwersalnych z powszechnymi i rzeczywistymi”.

Wystawa Przemysława Klimka

Pan Przemek, jak często o nim mówimy, przygotował przegląd swojej twórczości z ostatnich czterech-pięciu lat. Prowadzi nas przez tematy, które go najbardziej interesują. Jak sam mówi: „począwszy od pejzażu, skończywszy na tematyce sakralnej, zwłaszcza ołtarzowej”. Korzysta z formatów różnej wielkości. – Na mniejszych obrazach pokazuję pejzaże, co wymusza podjęty temat. Po prostu wygodniej znaleźć się w plenerze z formatem, który łatwo przenieść – mówi Pan Przemek. Większe i bardzo duże obrazy powstają w pracowni. Ulubioną techniką naszego nauczyciela sztuki jest technika olejna.

W tym roku szkolnym Pan Przemek chciałby rozwijać w swoich uczniach w GJB twórcze, kreatywne podejście do sztuki.

 

Bio. Przemysława Klimka:

Urodził się 1 lutego 1987 roku w Szczecinie.

W latach 1996 – 2006 stypendysta Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Pod opieką Funduszu brał udział w licznych plenerach na Kresach RP i nie tylko: Tykocin ‘97, Puńsk ‘98,Tomaszów Lubelski ‘99, Komańcza 2000, Biecz 2001, Ustroń 2002, Paczków 2003, Bolków 2004, Sulęcin 2005, Pyrzyce 2006, Kartuzy 2007, Reszel 2008, Węgorzewo 2009. Uczestnik międzynarodowych plenerów w Altzella w Niemczech, organizowanych przez Batuz Foundation. Tam też brał udział w wystawach zbiorowych młodzieży i dorosłych. W 1997 roku otrzymał stypendium Ministra Kultury i Sztuki.

W 2005 roku rozpoczął studia na ASP w Warszawie. Po pierwszym roku studiów otrzymał nagrodę dla najlepszego studenta im. Marka Marii Pieńkowskiego oraz wyróżnienie rektorskie z malarstwa. W 2010 roku otrzymał nagrodę im. Barbary Ostaszewskiej za malarstwo pejzażowe oraz wyróżnienie rektorskie. Dyplom obronił w pracowni prof. Mariana Czapli w 2011 roku, otrzymując wyróżnienie oraz nagrodę im. prof. Józefa Szajny. Od 2011 roku pełni obowiązki asystenta w pracowni prof. Andrzeja Rysińskiego na ASP w Warszawie.

Brał udział w licznych wystawach zbiorowych w kraju i za granicą: Galeria nad Wisłą w Toruniu 2006, Galeria ABAKUS w Warszawie, Pałac Kazimierzowski w Warszawie, Centrum Zielna w Warszawie 2010, NBP w Warszawie 2010 oraz poplenerowych w wielu miasteczkach na Kresach RP.

Miał kilka wystaw indywidualnych: CDiDN w Szczecinie, Książnica Pomorska w Szczecinie, Muzeum Narodowe w Szczecinie, Dwór Artusa w Toruniu, Löcknitz w Niemczech.