Filmówka i nie tylko – relacja z naszej wyprawy do Łodzi

Dodano: 03.12.12

EPIZOD I

O zimnym listopadowym poranku zbieramy się na Dworcu Wschodnim. Wszyscy są. Klara idzie od strony Kijowskiej, więc chwila paniki. Gdzie są wszyscy?

Pociąg już stoi. Mamy zarezerwowane cztery przedziały. Niepokój, kto z kim będzie siedział. Nauczyciele z nami??? Uff! Właściwie, to gdzie jedziemy? Do Krakowa? No, co ty! Łódź Kaliska.

Kinia nie wzięła legitymacji, za to Gustaw ma żelki. Trzy dychy za kilogram, taniocha.

Już nie ma żelków.

Dziewczyny robią prasówkę z kolorowych magazynów. Chłopaki podrygują ze słuchawkami w uszach. Dziewczyny dołączają. Każdy w swoim rytmie.

Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk…

Bojar śpi, inni drzemią. To skarpetki.

Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk…

Kontrola biletów. Pan Piotr zagaduje konduktora. Czy wszyscy mają legitymacje? Dziewczyny machają swoimi. Las legitymacji. Nie widać, że jednej brakuje. Ale mamy dwa nadprogramowe bilety, to zawsze coś. Nie pojechał Wojtek, i Kris też nie.

Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk…

Ile lat ma Łódź? Pyta pani Edyta. Stuk-stuk… Pałac Poznańskiego. Stuk-stuk… Tkaniny. Stuk-stuk… Miasto Tuwima i Rubinsteina. Stuk-stuk… II wojna. Hitlerowcy wymordowali prawie 300 tys. Żydów. Stuk-stuk… Nowoczesne wzornictwo, filmówka, sztuka współczesna. ŁÓDŹ KREUJE.

Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk…

Ktoś pyta, po co tam jedziemy. Przyjechaliśmy?

EPIZOD II

Na peronie czeka już pan Ozzy. Hej, hej!

Siąpi deszcz, ale jest ciepło. Poza tym szaro i śmierdzi spalinami. W tej szarości czerwony szal pani Beaty wygląda jak drogowskaz.

Jedziemy tramwajem. Zjazd do zajezdni. Przesiadka. Jesteśmy spóźnieni. Szybko, szybko. Nikt nie został?

Stoimy przed bramą Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Dzień dobry. Skąd jesteście? Z GJB. Byliśmy umówieni. Idziemy. Stary budynek. Wchodzimy. Ach, dzień dobry. Czeka na nas miły starszy pan, Bogdan Parzyjagła. Uśmiecha się i mówi piękną polszczyzną. Jest wykładowcą historii kultury polskiej.

Wychodzimy za panem Bogdanem. Dzień dobry!, Cześć! Dzień dobry, dzień dobry. Cześć, cześć! Dzień dobry! Dzień dobry! Z Warszawy???

Wokoło inni uśmiechnięci ludzie. Studenci, profesorowie. Kłaniam się, kłaniam!

Wchodzimy do nowego studia telewizyjnego. Pusta hala. Kable, oświetlenie na wysięgnikach, wygłuszająca ściana z cegieł. A może chcielibyście zobaczyć ćwiczenia reżyserskie?

Mają przerwę, wiec idziemy. Kolejna hala. Na środku szafa i drzwi. Z boku siedzą dwie Chinki za konsolą. Na środku kamera. Studenci omawiają kolejną scenę. Wśród nich profesor. Niepozorny, miły, uśmiechnięty, opowiada, co będą robić. Zostajemy, żeby to zobaczyć. Jesteśmy cicho. Klaps. Kamera. Jedna z Chinek trzyma mikrofon na długiej tyczce. To historia o zazdrosnym gadającym kwiatku i parze młodych ludzi. Kwiatek zostaje zamknięty do szafy. On i ona. Podchodzą do siebie. Niby pocałunek. Koniec sceny. Jesteśmy po wrażeniem. Oni też, że my tacy grzeczni.

Pan Bogdan zabiera nas znów do starego budynku. Siadamy na schodach. Siedział na nich Polański i skakał. Dzień dobry! Są tabliczki, kto jeszcze siedział. O, dzień dobry! Pan Bogdan opowiada anegdoty. Wymienia słynne nazwiska. Snuje historię łódzkiej filmówki. Dzień dobry! To Bronisław Wrocławski z Vabanku II. A to operator X. Cześć!

Idziemy na górę do sali projekcyjnej im. Antoniego Bohdziewicza. Pan Bogdan opowiada, jakie kierunki można studiować. Mówi, że w życiu trzeba mieć cel. I pasję. Może ktoś z nas kiedyś będzie na tej sali pokazywał wykładowcom swój film dyplomowy? Opowiada o Łodzi i o etiudach filmowych, które za chwilę zobaczymy.

Wymienia tytuły i autorów. Nic nikomu nie mówią. Niepokój. Damy radę? Nerwowy kaszel. Zapada ciemność. Cisza.

Roman Polański „Uśmiech zębiczny”. Zaskakujący, czarno-biały i bez dźwięku, tylko obraz. Pierwszy film Polańskiego.

Krzysztof Kieślowski „Urząd”. Film dokumentalny z 1966 roku. Zwykli ludzie, zwykłe sprawy, długie kolejki, zaświadczenia, stempelki. Świat widziany przez okienko. Następny, proszę!

Jerzy Skolimowski „Erotyk”. Gustaw Holoubek, Elżbieta Czyżewska i demoniczne lustro. Brrr!!!

Jerzy Skolimowski „Hamleś”. Gdzieś na budowie. Ofelia w wannie, Gertruda pije, a Hamlesiem jest Wiesław Gołaś(s). Gazetowa papka ogłupia.

Marcin Władyniak „Pan Much” (dyplom operatorski). Tym razem kolor, bo film współczesny, sprzed trzech lat. Absurdalna rzeczywistość. Mucha. Roje much. Zniewolenie. Wyzwolenie. Intrygujący. Trochę jak teledysk. Horroryczny teledysk.

Barbara Koniecka, „Takie miasto”. Historia wielokulturowej Łodzi. Animacje jak wycinanki. Animacje na starym filmie. Świetna promocja miasta.

Grzegorz Jaroszuk „Opowieści z chłodni” (dyplom reżyserski). Niby nic, a porusza. Surrealizm samotności. Półtusze wieprzowe i poszukiwanie celu w życiu. Najbardziej przejmujący, bo o nas. To my za kilka lat. My?

Po projekcji cisza. Przejęliśmy się. Jesteśmy zaskoczeni. Potraktowano nas jak dorosłych, a przynajmniej jak maturzystów. To zobowiązuje. Pan Bogdan mówi, że ludzie, którzy nakręcili te filmy, nie zmarnowali życia na uczelni. Nauczyli się tu czegoś wartościowego.

Do widzenia! Dziękujemy za projekcję i idziemy na spotkanie z profesorem Zbigniewem Wichłaczem, przyjacielem GJB, fotografem i operatorem filmowym.

Ale najpierw bufet. Profesorowie, studenci, my. Kawa, herbata, ciastko. Tu nikomu się nie spieszy. Leniwe rozmowy, uważne spojrzenia, serdeczność, nie ma ekstrawagancji, ale jest to artystyczne coś. Kuba zakłada czapkę a’la student filmówki. Siedzimy, stoimy, czekamy, patrzymy.

Podchodzi profesor Wichłacz. Uśmiechnięty, pyta, co robiliśmy. Prowadzi nas do studia telewizyjnego. Zastanawia się, czy przyjdą studenci. Przyjdą? Nie przyjdą?

Przyszli. Młodzi. Zupełnie jak my. Co dziś robimy? Improwizacja! Rozstawiliśmy krzesła w półkole. Profesor opowiada o sztuce fotografii. Studenci przygotowują sprzęt. Rozmawiają przyciszonymi głosami. Spięci. Niektórzy są dopiero na pierwszym roku. Dookoła czarne kurtyny i punktowe światła. Profesor pokazuje zdjęcia z albumu. Podpowiada, jak ustawić światło.

Zagląda Tomasz Komorowski, też profesor i fotograf. Uśmiechnięty. Pomaga. Już są trzy stanowiska. Już? Dopiero! Czas płynie leniwie. Tu nikomu się nie spieszy.

Będą nas fotografować! O rany! Niektórzy się chowają. Studenci wybierają osoby chętne do zdjęć. Na pierwszy ogień idzie Kinia. Głowa w lewo! Pstryk-pstryk. Widzimy zbliżenia jej twarzy w ogromnym telewizorze. Pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk. Swoją sesję ma też Mirjam. Spójrz w dół! Pstryk-pstryk. I Gustaw z Kubą. Pstryk-pstryk. I Leo. Pstryk-pstryk. I inni. Niewielka grupka siedzi i wpatruje się gdzieś w górę. Przyglądacie się z zainteresowaniem! Wypatrują UFO?

Pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk. Pstryk-pstryk, pstryk-pstryk.

Lody puściły. Krążymy wokół stanowisk, rozmawiamy ze studentami. Dziewczyny pozują. Bartek zostaje asystentem fotografa. Ala staje za kamerą. Profesor rozmawia z  panem Ozzym o rasizmie, tolerancji i życiu w Łodzi. Ze studentką o sztuce i konfekcji. I o fotografiach Czeszki Dity Pepe. Pani Beata obserwuje wszystko z zaciekawieniem. Pani Edyta notuje coś w notesie. Pan Piotr robi pamiątkowe zdjęcia.

Pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk, pstryk-pstryk. Pstryk-pstryk, pstryk-pstryk.

Musimy już iść! Nie poszliśmy na zwiedzanie do Manufaktury, ale musimy tam dotrzeć, by coś zjeść.

EPIZOD III

Pada deszcz. Szybko, do tramwaju! Uwaga, wysiadamy! Uwaga, wsiadamy! Brzuchy burczą. Wszędzie tłok, ludzie wracają z pracy. Pada deszcz. O, wypadek. I jeszcze jeden. I tu też. I tam.

Wysiadamy. Centrum Handlowe Manufaktura całe w świątecznej dekoracji. Pan Ozzy opowiada o historii fabryki Poznańskiego, ale jemu też burczy w brzuchu. Mamy godzinę na posiłek.

Court food pełen przyjemnych zapachów. Kola, hamburgery, frytki, donaty. Wprost palce lizać! Gucio i Bartek założyli korony. Królowie hamburgerów!

Czekamy na Karolinę i spółkę. Chłopcy zakładają się, czy będą robiły pompki. Tylko trzy minuty spóźnienia, nic z tego.

Pędzimy na przystanek. Do widzenia, panie Ozzy! Straszny tłok w autobusie. Natalce słabo, Kinia chce wysiadać, bo śmierdzi, pani Edyta trzyma Zosię, jest makabrycznie gorąco i duszno. Na którym przystanku wysiadamy? Na tym. Na szczęście.

EPIZOD IV

No, siedzimy wygodnie w naszym wagonie. Pociąg rusza i machamy ludziom na peronie.

Wstąpił w nas nowy duch. W jednym przedziale chłopcy grają w karty, w drugim dziewczyny słuchają muzyki. W trzecim przedziale strasznie głośno. Nic dziwnego, bo siedzi tam dziesięć osób. Straszny upał. Jak się wyłącza ogrzewanie? Otwórz okno! Zamknij drzwi! Ha, ha, ha, ha, ha! Hi, hi, hi, hi, hi! Uaaaa!

Pan Piotr próbuje czytać książkę. Nic z tego. Pani Edyta próbuje się zdrzemnąć. Nic z tego. Pani Beata próbuje zjeść czekoladkę. Nic z tego.

Próbujemy dalej krzyczeć. Nic z tego.

Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk…

Zosiu, wysiadasz na Centralnym. Do widzenia!

Nie możemy uwierzyć, że to już Warszawa. Nieeeeeeeeeee!

Kierownik pociągu dziękuje za wspólnie spędzony czas. Na peronie widać już rodziców.

Dobry wieczór! Do widzenia! Do jutra!